Wałęsę odwiedziło około 600 gości. Do willi byłego prezydenta przyszli prawie wszyscy zaproszeni. Razem z byłym prezydentem bawił się m.in. Donald Tusk, marszałek Senatu Bogdan Borusewicz i wicepremier Waldemar Pawlak. Politycy PiS również dostali zaproszenia, jednak nie pojawili się na imprezie.

Donald Tusk podarował solenizantowi złote spinki z wizerunkiem lwa. "Bo prezydent Lech Wałęsa zawsze był lwem" - tłumaczył premier.

Tusk, jak ogłosił, przychodzi do Wałęsy, by wesprzeć go w trudnych chwilach. "Tak się złożyło w mojej wieloletniej znajomości z Lechem Wałęsą, jako człowiek, który raczej unika sytuacji bankietowych, imieninowych - chodziłem na te słynne imieniny tylko wtedy, kiedy Lech Wałęsa potrzebował wsparcia" - mówił premier.

Tak więc obecność na imieninach u byłego prezydenta miała w tym roku charakter polityczny. Wałęsa wyprawił je bowiem w trudnym dla siebie okresie, gdy pod jego adresem padają oskarżenia o współpracę z SB. Burzę wywołała książka historyków IPN, według których Wałęsa był agentem "Bolkiem". Do księgarń ma trafić w poniedziałek.

Oprócz premiera oraz osób znanych w trójmiejskim środowisku, do domu byłego prezydenta przybyli m.in. były szef MSWiA Andrzej Milczanowski, szef SDPL Marek Borowski, metropolita gdański abp Sławoj Leszek Głódź, przewodniczący "Solidarności" Janusz Śniadek, Teresa Kamińska, minister w rządzie Jerzego Buzka oraz były minister SWiA Janusz Kaczmarek. Były premier Jerzy Buzek złożył Lechowi Wałęsie telefoniczne życzenia.

Posłanka i sportsmenka Iwona Guzowska podarowała byłemu prezydentowi jeden ze swoich pasów mistrzyni świata. "Takiemu człowiekowi nie można dać czegoś pospolitego. To jest pas za to, co już zrobił" - tłumaczyła Guzowska.