"Nie straszyłem go pistoletem, nie proponowałem niczego takiego choćby dlatego, że widziałem, jak pokorny wobec Lecha Wałęsy był rząd Jana Krzysztofa Bieleckiego" - powiedział Jarosław Kaczyński. "To po prostu nie byli ludzie z tego piętra, z którymi można było rozmawiać. Zdecydowanie zbyt niska półka. Donald Tusk (...) wtedy to był dużo za mały człowiek do takich rozmów" - dodał.

Prezes PiS zaprzeczył, by miał oferować Donaldowi Tuskowi kontrolę nad gospodarką, jeśli pomógłby on w 1991 roku odsunąć Lecha Wałęsę od władzy. O tym, że taka propozycja padła, Donald Tusk powiedział w poniedziałkowym programie "Tomasz Lis na żywo".

Jarosław Kaczyński zapewnił, że PiS nie ma nic wspólnego z książką historyków Instytutu Pamięci Narodowej "SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii". Autorzy twierdzą, że były prezydent na początku lat 70. był współpracownikiem SB o pseudonimie Bolek. Prezes PiS przyznał, że sprawa jest przykra dla niego tak samo, jak dla każdego, kto działał w Solidarności.

"Wiedziałem oczywiście od bardzo dawna, jeszcze chyba przed Sierpniem 1980 roku, że o Lechu Wałęsie krążą takie plotki. Później krążyły, kiedy był przewodniczącym Solidarności. Później sprawa znów wróciła bardzo intensywnie, kiedy miał zostać prezydentem i wielokrotnie do mnie docierała - także ze strony tych środowisk, które dziś niezwykle zaciekle Wałęsy bronią" - powiedział Kaczyński.