Były prezydent stwierdził, że jeśli Kaczyński powiedział dziś prawdę i rzeczywiście w 1990 roku widział jakieś dokumenty, które uznał za donosy Wałęsy, to jest to skandal, że wówczas tego nie ujawnił. "Jeżeli siedział jak mysz pod miotłą, bo zależało mu na karierze - już za to samo powinien być wykluczony z wszelkiej działalności politycznej" - powiedział Wałęsa.

"Jak można z agentem pracować, i dopiero kiedy agent za kiepską pracę wyrzuca go na bruk, to on po 10 latach mówi, że wiedział, że ktoś był agentem. To jest zdrada. Jego trzeba pociągnąć do odpowiedzialności" - podkreślał były prezydent. "To jest człowiek, który chce dzisiaj o zaufanie walczyć? Nawet ten agent Bolek lepiej niż on postępował. Był lepszy i bardziej bym jemu zaufał niż panu, panie Kaczyński!" - oburzał się Wałęsa. "Ja bym wolał z tym agentem Bolkiem mieć do czynienia niż z Kaczyńskimi, bo oni nóż w plecy wkładają. Oni dla kariery są gotowi na wszystko - przymrużyć oko na zdrajców, na agentów" - mówił Wałęsa.

Wałęsa wyraził przypuszczenie, że donosy TW "Bolek" mogą pochodzić z podsłuchów, którym SB przypisała taki kryptonim. Zdaniem byłego prezydenta esbek podsłuchujący jego rozmowy z lat 70. - a był już wtedy przywódcą robotniczego protestu na Wybrzeżu - "robił jakieś materiały i rozsyłał to po różnych teczkach".

"Pewne fragmenty sobie przypominam" - przyznał też Wałęsa pytany o doniesienia "Bolka", ale uznał, że pochodzą one z jego przesłuchań. Kolejny raz kategorycznie zaprzeczył, by to on był tajnym współpracownikiem.

"Gdybym był agentem, to bym się przyznał, ale nie mogę, bo tak nie było" - powiedział Wałęsa.