Jak ksiądz tłumaczy dziś sobie przypadek Lesława Maleszki?

Cała ta sprawa jest dla mnie szczególnie trudna, bo w tamtych czasach dość dobrze go znałem. Prawie 50 lat jestem księdzem, widziałem różne rzeczy. Ale trudny do pojęcia jest dla mnie stopień rozdwojenia jaźni tego człowieka. Jest niemal nieprzemakalny, niezdolny do uchwycenia, w czym tkwiło zło tego wszystkiego. Ten przypadek pokazuje jak dalece, w jaki wyrafinowany sposób zło może opanować człowieka.

Jak można wyjaśnić to, że Maleszka posunął się do takich czynów, zdradził przyjaciół, prowokał SB przeciwko nim, itd.?

Mógł być zafascynowany władzą, możliwością wpływania na bieg wypadków, poczuciem, że kieruje losami ludzi. Mógł mieć poczucie niemal boskiej władzy.

Czy to przykład działania szatana?

Z mówieniem o szatanie trzeba być ostrożnym, bo to oznacza zdejmowanie odpowiedzialności z człowieka. A to zbyt łatwe. Ale może to być także działanie szatana. Najbardziej prawdopodobne wydaje mi się jednak, że przeważył instynkt władzy, który jest w człowieku silniejszy niż jakikolwiek inny.

Czyli winna jest ludzka natura.

Ludzka, zepsuta natura. Może to być też przypadek psychopatii – braku umiejętności wyczucia zła i dobra.

Widząc zachowanie Maleszki po latach, jak ksiądz go postrzega?

To człowiek tajemnica. W filmie robi wrażenie człowieka, który nie bardzo rozumie rozmiar zła, obrzydliwości, których się dopuścił.

A gdyby chciał się księdzu wyspowiadać, to jakie warunki musiałby spełnić, by dostać rozgrzeszenie?

By rozgrzeszenie było ważne, musi wystąpić żal za grzechy i naprawienie wyrządzonego zła. Dwa trudne punkty rozmowy w czasie spowiedzi, to ustalenie, czy człowiek żałuje i znalezienie sposobu naprawienia wyrządzonego zła. Na ile to możliwe.

A gdyby w konfesjonale odpowiadał tak jak w filmie - "to jest doskonałe pytanie"?

To nie byłoby mowy o rozgrzeszeniu.

Jaką postawę wobec Maleszki zalecałby ksiądz katolikom?

Zasada obowiązująca chrześcijan polega na potępieniu złych czynów, a nie człowieka. Zawsze daje się szansę. Dlatego nie chcę osądzać Maleszki. Może to jest rzeczywiście choroba, psychopatia, jakiś stan nieświadomości. "Sąd zostawcie mnie” - mówi Pan. Myślę, że ten przypadek można odbierać jako przestrogę przed tym, do czego człowiek może dojść, jak nisko upaść.

A jeśli nie ma skruchy i zadośćuczynienia, obowiązuje nas miłosierdzie?

Miłosierdzie uprzedza skruchę. To poganie postępują inaczej.

Rozumiem, że katolicy powinni być wobec niego miłosierni i go nie potępiać.

Tak jest. Ale to nie znaczy, że przestępstwo ma nie być ukarane.

Czy zaniechanie lustracji po 89 roku było błędem?

Właściwie poza dyskusją jest to, że gdyby jakiś sposób lutracji był wtedy możliwy i przeprowadzony, to uniknęlibyśmy bardzo wielu różnych komplikacji i wstrząsów. Ale mnie się wydaje, że to było niemożliwe fizycznie.

Ale inni - Czesi czy Niemcy - jednak to zrobili.

Inni to zrobili, bo było to możliwe fizycznie.

Nie rozumiem, dlaczego w Polsce miało być niemożliwe.

Dostęp do archiwów był dość skomplikowany. Trudności wiązały się z dotarciem do nich, uporządkowaniem. Do blokowania lustracji przyczyniła się także postawa tych, którzy jej nie chcieli.

Wiarygodne są dla księdza wyjaśnienia redakcji "GW", że trzymano tam Maleszkę ze względów humanitarnych i socjalnych?

Nie mam powodu, by uważać je za niewiarygodne. W takich przypadkach bardzo trudno jest o decyzję. Ta była bliższa chrześcijaństwu, postawie humanitarnej. Ktoś mi powiedział: to co, ma iść do gangu pruszkowskiego? Wykorzystywali jego inteligencję, redaktorskie zdolności. On na linię i treść przesłania nie wpływał.

Czy przypadek Maleszki nie kompromituje jednak antylustracyjnej linii „GW”?

W takich sprawach, nawet kierując się humanitarnymi motywami, ryzykuje się takie klęski jak ta. Na pewno pod znakiem zapytania stanęły tezy antylustratorów. Nie do końca, bo widzimy też okropne skutki nieodpowiedzialnej lustracji, nadużyć, pomyłek w tych sprawach. Lustracją nie można się bawić bezkarnie.

*ks. Adam Boniecki, redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego”