Kamiński: Coś jest nie tak, ale to nie my
Jak ujawnione w DZIENNIKU fragmenty rozmowy Lecha Kaczyńskiego z Radosławem Sikorskim komentuje prezydencki minister Michał Kamiński? "Prezydent zachowuje się w porządku" - mówi i precyzuje: "Artykuł DZIENNIKA pokazuje, że prezydent wycofuje się z ataków na rząd, unika konfrontacji po to, aby Polska mogła prowadzić spójną politykę zagraniczną".
- Czy prezydent i premier potrafią współpracować?
- Wojna polsko-polska o tarczę antyrakietową
- Prezydent kupuje... naświetlacz do jajek
- POPiSowa kłótnia o wyciek informacji
- Sikorski celowo opóźnia negocjacje?
- Dudek: Powinno dojść do kolejnego spotkania w Juracie
- Sikorski o odwrotności własnych myśli
- Prezydent odrzuca rządowe nominacje
- PO-PiS obalił Polskę Rywina, ale sam nie zbudował żadnej
- Sikorski: Można być prezydentem, ale i chamem
- Sikorski chciał spotkania z prezydentem
- "Wojnę Sikorskiego z Kaczyńskim wygra Tusk"
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Anna Wojciechowska: Polacy zobaczyli dziś dzięki publikacji DZIENNIKAzdumiewający obraz: dwa ośrodki władzy odpowiedzialne za politykę zagraniczną nie są w stanie współpracować nawet
przy najbardziej strategicznej dziś sprawie. Co wobec tego zamierza prezydent?
Michał Kamiński: Pomysł prezydenta jest taki, aby nadal, nawet jeśli jego interes na tym cierpi, nie wpisywać się w polityczne, partyjne przepychanki. Ten artykuł DZIENNIKA pokazuje właśnie,
że prezydent wycofuje się z ataków na rząd, unika konfrontacji po to, aby Polska mogła prowadzić spójną politykę zagraniczną.
Z tego artykułu widać, że prezydent kieruje się osobistymi animozjami do ministra Sikorskiego, że nie ufa szefowi dyplomacji własnego kraju. O jakiej współpracy więc może być
mowa?!
Skłamałbym gdybym powiedział, że minister Sikorski jest ulubioną postacią pana prezydenta, ale w przypadku polityki zagranicznej prezydenta, nie chodzi o sympatię czy jej brak.
W kluczowym dla nas momencie negocjacji z Amerykanami minister przyjeżdża do prezydenta, by przekazać mu wiedzę o negocjacjach, i zaczyna być straszony Trybunałem Stanu.
Prezydent zachowuje się w porządku. Podejmuje działania, które są przewidziane w konstytucji. Jeśli ma wątpliwości, doprowadza do konfrontacji. Rzecz działa się legalnie. Ale jednocześnie
podpisuje kolejne nominacje ambasadorskie pana ministra.
I kiedy rozstrzyga się sprawa tarczy, daje upust emocjom, wytykając Sikorskiemu rozdęte ego.
Nie słyszałem tych rozmów i nie będę się na ich temat wypowiadać. Liczą się skutki. Pan prezydent protokołuje rozmowy, bo ma złe doświadczenia, kiedy jego działania są źle
interpretowane. I właśnie wasz arytykuł pokazuje, że pani minister Fotyga pojechała do Waszyngtonu, by wzmacniać rząd, a nie osłabiać.
Rząd mówi co innego. Dlaczego współpracownicy premiera i prezydenta nie mogli przed jej wizytą spotkać się i wszystko omówić.
Ja mogę powiedzieć, że w tych sprawach winy nie ponosi Kancelaria Prezydenta.
A rząd mówi, że to też nie jego wina.
Ja reprezentuję prezydenta. Prezydent współpracuje dla dobra Polski.
Więc wszystko jest w porządku, jeśli chodzi o współpracę dwóch ośrodków władzy?
Owszem mam poczucie, że coś jest nie tak. Ta polityka podlega dziś wpływowi ośrodków PR-owskich, a nie strategicznej wizji przyszłości naszego kraju. Jest rzeczywiście chorą sytuacją,
jeżeli o kluczowych sprawach decydują faceci od wizerunku, a nie profesjonalni dyplomaci. Tylko u prezydenta akurat tak nie jest.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!