Dziennik.plPolityka

Niedziela, 27 maja 2012

Imieniny: Jana, Juliusza, Radowita

"Dzwoniłam do IPN, bo działał pokrętnie"

2008-09-21 | Ostatnia aktualizacja: 18:56 | Komentarze: 0 | skomentuj

To spotkanie marszałka Senatu z uczniami jednej z gdyńskich szkół, a nie książka o Lechu Wałęsie, było powodem telefonu do IPN - twierdzi Małgorzata Gładysz, pracownica biura Bogdana Borusewicza. Prezes IPN Janusz Kurtyka mówił wczorajszej "Rzeczpospolitej", że osoba, która dzwoniła do IPN, powołując się na Borusewicza, groziła, że publikacja książki o Wałęsie odbije się na budżecie Instytutu.

Pogoda

POLSKA

Niedziela 2012-05-27

temp. min 1°C max. 26°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Gładysz wystosowała do Borusewicza specjalny list, w którym napisała dlaczego dzwoniła do IPN. Twierdzi, że zrobiła to, by "wyrazić swoją dezaprobatę dla ich pokrętnych działań". Jak wyjaśnia, chodziło o spotkania zorganizowane przez IPN w Zespole Szkół Plastycznych w Gdyni-Orłowie. Gdański oddział IPN zaprosił Borusewicza na spotkanie z młodzieżą, ze szkoły, której marszałek jest absolwentem. Spotkanie odbyło się 4 września. Kilka dni później z uczniami tego samego liceum spotkali się Joanna i Andrzej Gwiazdowie oraz Krzysztof Wyszkowski i Sławomir Cenckiewicz, o czym Gładysz, jak sama podkreśla, dowiedziała się z radia.

>>>Dowiedz się, co radzi prezesowi IPN poseł Janusz Palikot

"Zaproszenie Pana Marszałka parę dni przed tym spotkaniem odczytałam jako manipulację i wmanewrowanie Pana Marszałka w sytuację, kiedy nie ma już szans odpowiedzi na niewybredne ataki pod Pana adresem ze strony wykładowców z IPN. Dodatkowo perfidne wydało mi się, że zostało do tego wykorzystane właśnie nasze liceum (Gładysz też jest jego absolwentką) i jego dzisiejsi uczniowie" - pisze Gładysz w liście do Borusewicza. Dodaje, że nazwiska osób, które IPN zaprosił na to spotkanie pewnie padły w rozmowie, ponieważ właśnie o to spotkanie chodziło. "Natomiast ostatnia książka Cenckiewicza i Gontarczyka nie była przedmiotem mojego oburzenia" - zapewnia Gładysz.

>>>Przeczytaj, jak swoje odejście z IPN tłumaczy Sławomir Cenckiewicz

We wczorajszym wywaidzie dla "Rzeczpospolitej" prezes IPN Janusz Kurtyka powiedział, że z biura Borusewicza dzwoniono do gdańskiego oddziału Instytutu w sprawie książki autorstwa

Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka o Lechu Wałęsie. Według niego, osoba, która dzwoniła do IPN, powołując się na Borusewicza, groziła, że działalność instytutu, a konkretnie książka o Wałęsie odbije się na budżecie IPN. Dodał, że sam Borusewicz też dzwonił do dyrektora gdańskiego oddziału Instytutu.

Współautor książki "SB a Lech Wałęsa", szef pionu badawczego IPN w Gdańsku, Sławomir Cenckiewicz w wywiadzie dla "Rzeczpoposlitej" właśnie Małgorzatę Gładysz oskarżył o wywieranie nacisków na IPN. Cenckiewicz zrezygnował z pracy w Instytucie w związku z - jak mówił - "nieuzasadnionymi i brutalnymi atakami" ekipy rządzącej oraz mediów na IPN, na niego, a także wobec planów cięć budżetowych. Ogłosił to we wtorek w swoim oświadczeniu.

>>>Autor książki o Wałęsie: Jestem egzekutorem

Według Cenckiewicza Borusewicz "osobiście wywierał naciski i protestował" przeciwko zaproszeniu przez IPN Gwiazdów na szkolne zajęcia edukacyjne.

Marszałek Senatu nie ukrywa, że był oburzony, iż IPN zaprosił go do jego własnej szkoły na spotkanie z młodzieżą, nie informując, że kilka dni później, w tej samej szkole, odbędzie się spotkanie z Gwiazdami, Cenckiewiczem i Wyszkowskim. Tłumaczył, że gdyby miał świadomość, że jego wizyta w szkole wpisuje się w cykl spotkań, przemyślałby swoją obecność. Zaznaczył jednak, że nie wiedział o spotkaniu Gwiazdów z młodzieżą (jak mówił, dowiedział się o nim z publikacji prasowych), nie miał więc szansy naciskać na to, żeby się ono nie odbyło.

BW
Źródło: dziennik.pl

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Wiadomości Polityczne

    «