Jak prezydent nie dostał rządowego samolotu
Jak postanowił, tak zrobił. Prezydent doleciał na szczyt. Triumfować może tym bardziej, że udało mu się to, choć w ostatniej chwili kancelaria premiera odmówiła mu rządowego samolotu. "Ta jedna decyzja jak z piaskownicy może sprawić, że przegraliśmy ten pojedynek, choć wszystkie racje były po naszej stronie" - rozległy się głosy w samym obozie rządzącym. Dlatego być może dziś nikt do pomysłu, ostatecznie zaakceptowanego przez samego Donalda Tuska, się nie przyznaje - pisze DZIENNIK.
- Kownacki: Tusk jest jak dziecko
- Czym latają polskie VIP-y
- Prezydent: Biegłem na szczyt, ale za wolno
- Prezydent: Sikorski blokuje moich doradców
- Kownacki: Niech Tusk zapłaci za samolot
- Niemcy o szczycie: Polska groteska
- Sikorski: Prezydent to partyzant
- Wspólny uśmiech prezydenta i premiera
- Tusk do prezydenta: Chcieć, to ty sobie możesz
- Prezydent się spóźnił, bo mama ma imieniny
- Tusk i Kaczyński szukają recepty na kryzys
- Prezydent wybiera się na następny szczyt UE
- Kłótnia pogrąża prezydenta i premiera
- Prezydent Kaczyński postawił na swoim
- "Tusk powinien zapłacić za czarter"
- Prezydent poleciał do brata rządowym samolotem
- Premier zarezerwował samolot wcześniej
- Szczyt bezczelności w przemycie tytoniu
- Palikot: Prezydent to bachor. Biega i szaleje
- Prezydent Francji upomina Kaczyńskiego
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 1°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Narady, jak reagować, trwały w kancelarii premiera. Pewne było jedno: skuteczne mogą być tylko takie działania, które uniemożliwią prezydentowi wzięcie udziału w tym szczycie. Wszystkie inne ruchy okażą się porażką rządu. Jaki zatem był sens zabierania mu samolotu w ostatniej chwili, skoro widać było już gołym okiem, że Kaczyński jest tak zdeterminowany, że jest w stanie pójść na pieszo do Brukseli? Nie mam pojęcia" - rozkłada ręce jeden z rozmówców DZIENNIKA w rządzie.
Jak zatem doszło do tego ewidentnego potknięcia? Według ustaleń gazety decyzja o nieprzyznaniu prezydentowi rządowego samolotu zapadła niemal w ostatniej chwili - na około godzinę przed wylotem premiera do Brukseli. Członkowie rządu, którzy opuszczali wtorkowe południowe obrady Rady Ministrów, nie mieli jeszcze o niej pojęcia.
Tuż po formalnym posiedzeniu, jak ustaliliśmy, odbyła się kilkunastominutowa narada, w której obok premiera udział brali obaj wicepremierzy, minister finansów, a także ministrowie z kancelarii premiera. Wątek problemu ze szczytem, według naszego rozmówcy, pojawił się jedynie ogólnikowo na zasadzie "coś trzeba z tym zrobić". O tym, że będzie decyzja o odmówieniu prezydentowi samolotu, ani słowa. Ministrowie rozjechali się do swoich resortów. Kto zatem wpadł na pomysł, by użyć samolotowego fortelu? "To była formalnie moja decyzja" - mówi Arabski. A faktycznie? "Nasza wspólna" - odpowiada lakonicznie. Jeden ze współpracowników Tuska z kancelarii premiera twierdzi: nie zapadła w naszym gronie, a konstytucyjnych ministrów. Po co było zabierać prezydentowi samolot, skoro i tak było wiadomo, że poleci? "Ta decyzja zapadła nie po to, żeby uniemożliwić prezydentowi wyjazd. Gdybyśmy chcieli to zrobić, to minister Arabski ogłosiłby ją na 20 minut przed planowanym wylotem prezydenta" - oburza się w rozmowie z DZIENNIKIEM wicepremier Grzegorz Schetyna. Nie lepiej więc w ogóle było nie wchodzić w temat samolotu? O tym wczoraj nikt z naszych rozmówców rządowych nie chciał oficjalnie rozmawiać.




















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!