Prezydent Kaczyński postawił na swoim
Znaczące klepnięcie premiera przez prezydenta w czasie powitania na sali obrad szczytu Rady Unii Europejskiej mówiło samo za siebie: zobacz, dopiąłem swego. Lech Kaczyński wbrew woli rządu zasiadł wczoraj obok Donalda Tuska w polskiej delegacji. Skandalu nie było. Poczucie zażenowania i groteski pozostało - pisze DZIENNIK.
- Nie tylko u nas się kłócą
- Kownacki: Tusk jest jak dziecko
- Jak prezydent nie dostał rządowego samolotu
- Kłótnia pogrąża prezydenta i premiera
- Kaczyński znów chce lecieć na szczyt UE
- Prezydent i premier wolą kopać się po kostkach
- Prezydent wybiera się na następny szczyt UE
- Prezydent: Sikorski blokuje moich doradców
- Tusk przeprasza za wojnę z prezydentem
- Prezydent: Biegłem na szczyt, ale za wolno
- Awantura słabego premiera ze słabym prezydentem
- Trybunał pomoże w walce z prezydentem?
- Wojny o krzesło nie będzie. Kto ustąpi?
- Wspólny uśmiech prezydenta i premiera
- Premier poniósł klęskę w wojnie o hegemonię
- Nowy kabaret starszych panów
- Tusk do prezydenta: Chcieć, to ty sobie możesz
- "Prezydent to łyżka dziegciu w beczce miodu"
- Prezydent Francji upomina Kaczyńskiego
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Ooo! - rozległo się ok. 16.30 wśród obserwatorów, gdy na telebimie pokazującym salę obrad przywódców unijnych pojawił się obrazek prezydenta Polski witającego się z Nicolasem Sarkozym. Ten sam okrzyk zabrzmiał, kiedy Lech Kaczyński zasiadł przy stole. Na sali początkowo byli też polscy ministrowie finansów i spraw zagranicznych, którzy zgodnie z postanowieniem rządu mieli na zmianę zajmować podczas obrad drugie krzesło zarezerwowane dla Polski. "Jesteśmy dżentelmenami, więc ustąpiliśmy miejsca prezydentowi" - tłumaczył po wyjściu z sali Radosław Sikorski. Politycy z otoczenia prezydenta przekonują jednak: "Ministrowie Sikorski i Rostowski zostali po prostu wyproszeni".
>>> Sprawdź, jak Polacy oceniają kłótnię prezydenta i premiera
Po kilkunastu minutach, gdy przyszło do rozmowy o kryzysie finansowym, to sam prezydent zdecydował się opuścić obrady, ustępując miejsca Jackowi Rostowskiemu. "Wychodzę teraz z obrad, ale jak będą omawiane sprawy, które mnie dotyczą, to proszę, zawołaj mnie" - miał szepnąć premierowi. "Prosić to ty sobie możesz" - usłyszał w odpowiedzi od Tuska prezydent, jak sam później relacjonował.
Nawet nie słysząc tej wymiany zdań, politycy i dyplomaci unijni otwierali wczoraj oczy ze zdumienia. "Jednoczesne otrzymanie od dwóch stron z jednego kraju próśb o akredytację to sytuacja z kraju Trzeciego Świata, w którym jest zamach stanu" - mówił naszemu dziennikarzowi dyplomata z Rady UE.
Jak więc doszło do tego, że ostatecznie premier z prezydentem zasiedli razem? "Prezydent Sarkozy nie może zablokować wejścia przywódcy unijnemu. To było minimum kurtuazji, które mogliśmy spełnić" - powiedziała nam rzeczniczka prezydencji francuskiej, dając jednoznacznie do zrozumienia, że skonsternowani gospodarze zrobili to, by na szczycie nie było skandalu.
>>> Przeczytaj, jak premier odezwał się na szczycie do prezydenta
"Nie wiem, co prezydent będzie robił w Brukseli, ale nie zgadzam się, by siedział przy stole obrad" - mówił bowiem jeszcze sam premier, wiedząc już, że prezydent leci do Brukseli. Prezydent nie zrażał się. "Musiałem podawać rękę panu Kiszczakowi w pewnych okolicznościach, więc dlaczego nie miałbym podać Donaldowi Tuskowi" - zapewniał uśmiechnięty. I podał. Dopiero potem polska delegacja przeszła do poważnych problemów.
W czasie szczytu minister Sikorski zapowiedział zawetowanie pakietu klimatyczno-energetycznego. "Polska nie zgodzi się na przyjęcie przez przywódców Unii deklaracji, w której zobowiążą się oni do ustalenia w ciągu najbliższych kilku tygodni planu ograniczenia emisji szkodliwych gazów" - oświadczył szef MSZ. Powodem naszego sprzeciwu są zbyt wysokie koszty, jakie musiałaby ponieść polska gospodarka, chcąc zredukować emisję dwutlenku węgla.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!