Prezydent: Biegłem na szczyt, ale za wolno
Lech Kaczyński wrócił z brukselskiego szczytu uśmiechnięty, ale był to uśmiech kurtuazyjny. Prezydent nie zdążył na dyskusję o Gruzji, na której szczególnie mu zależało. "Musiałem wyjść z gmachu. Gdy dowiedziałem się, że rozmowy trwają, pobiegłem na nie. Niestety, nie zdążyłem" - relacjonował prezydent. A minister finansów Jacek Rostowski zdradza, że też biegał po budynku szukając prezydenta.
- Wspólny uśmiech prezydenta i premiera
- Kownacki: Tusk jest jak dziecko
- Nowy kabaret starszych panów
- Kaczyński czeka na Irlandię
- Sikorski: Prezydent to partyzant
- Prezydent i premier wolą kopać się po kostkach
- Prezydent Kaczyński postawił na swoim
- Kaczyński znów chce lecieć na szczyt UE
- "Prezydent to łyżka dziegciu w beczce miodu"
- Jak prezydent nie dostał rządowego samolotu
- Prezydent wybiera się na następny szczyt UE
- Awantura słabego premiera ze słabym prezydentem
- Trybunał pomoże w walce z prezydentem?
- "Tusk powinien zapłacić za czarter"
- Prezydent Francji upomina Kaczyńskiego
- Kłótnia pogrąża prezydenta i premiera
- Prezydent: Sikorski blokuje moich doradców
- Tusk przeprasza za wojnę z prezydentem
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 1°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Po powrocie prezydent mówił tak, jakby czuł się oszukany nie tylko przez polskich reprezentantów rządu na szczycie, ale także przez prezydenta Francji, który przewodniczył obradom. "Nie wiem, dlaczego Nicolas Sarkozy zarządził jedynie dwuminutową dyskusję na temat tego, co dzieje się w Gruzji" - stwierdził Lech Kaczyński.
Minister Jacek Rostowski zdradził w TVN24, że szukał prezydenta, by powiedzieć mu, że zaczęła się dyskusja o Gruzji. "Czytałem francuskie propozycje dotyczące pakietu
klimatycznego i nagle premier mi mówi: Nicolas Sarkozy przeskoczył o kilka punktów i zaczyna mówić o Gruzji, proszę iść po prezydenta. Podskoczyłem i wybiegłem do sali obok, później pod
windy. Nie udało się. Koniec był taki, że chociaż ostateczne konkluzje szczytu były korzystne dla nas, to Polska w sprawie Gruzji głosu nie zabrała" - relacjonował w TVN24
Rostowski.
>>>Jak premier przepraszał za swe potyczki z
prezydentem
Zawód jest tym większy, że prezydent w ogóle nie miał możliwości zabrania głosu w tej sprawie. "Opuściłem gmach, gdy trwała jeszcze dyskusja
klimatyczna. Wiedziałem, że moje miejsce zastąpi minister Rostowski. Chciałem wyjść, by dowiedzieć się, dlaczego moi ministrowie skarżą się na utrudnianie im dostępu do dyplomatycznych
przepustek. Gdy dowiedziałem się, że zaczyna się dyskusja o Gruzji, byłem 150 metrów od gmachu. Biegłem, ale niestety dyskusja trwała jedynie dwie minuty, więc nie zdążyłem" -
skarżył się prezydent.
Dodał, że na obrady spieszył się nie tylko on. Poza bydynkiem miał być z nim szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski, którego wcześniej prezydent oskarżył o inicjowanie intryg.
"Ja nie wychodzę wcale, tylko ponieważ moi współpracownicy nie dostali kart wstępu. To podobno polecenie naszego ministra spraw zagranicznych" - mówił Lech Kaczyński.
>>>Zobacz co Polacy sądzą o kłótni prezydenta z
premierem
Prezydent powiedział też, że ministrami, którzy mieli kłopoty z przepustkami, byli: Mariusz Handzlik i Piotr Kownacki. Jego zdaniem, decyzje o mnożeniu
proceduralnych trudności podejmowali członkowie rządu uczestniczący w szczycie. "To nie była decyzja prezydencji francuskiej, bo prezydentowi Sarkozy'emu zależało na mojej obecności.
To ja przecież mam ratyfikować traktat" - przypominał Lech Kaczyński.




















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!