Prezydent: Wybory muszą być wcześniej
Wiele wskazuje na to, że do urn pójdziemy wcześniej niż wynika to z kadencji Sejmu. "Wybory muszą się odbyć najpóźniej wiosną 2011 roku lub pod koniec 2010" - mówi Lech Kaczyński. Jego zdaniem władze trzeba wybrać zanim Polska obejmie przewodnictwo w Unii, czyli przed lipcem 2011 roku.
- Czarnecki: Jeszcze trzy lata tej POkuty
- Przez Tuska ludzie polubili też Pawlaka
- Prezydent ogłasza politykę miłości
- Platformie ciągle rośnie
- Platforma skróci sobie kadencję?
- Sejm nie odzyskał zaufania Polaków
- Lech Kaczyński znów chce być prezydentem
- Nie ma siły na trzecią siłę
- Tusk to "naturalny kandydat na prezydenta"
- Nikłe szanse Kaczyńskiego w przyszłych wyborach
- Coraz więcej Polaków nie chce do urn
- PR w polityce? To wy, a nie my!
- Prezydent nie ma szans z referendum
- Piromani kontra nieudacznicy
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-05-27

temp. min 1°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Lech Kaczyński widzi dwa najlepsze terminy - wiosna 2011 roku lub koniec 2010. "Nie mam nic przeciwko temu" - zapowiedział podczas wizyty w Lublinie. Zauważa przy tym jedną istotną kwestię - przypadające na 2010 rok wybory prezydenckie i samorządowe.
"Mielibyśmy jeszcze wtedy taką sytuację, że w tym samym czasie byłyby i wybory samorządowe. Jakby się zdarzyło, że jedni by wygrali wybory prezydenckie, parlamentarne i samorządowe, to czy nie za dużo by było władzy w jednym ręku" - zauważa prezydent Kaczyński.
Polacy jednak nie obawiają się przejęcia całej władzy przez jedną partię. Dwie trzecie z nas chce pójść do urn wcześniej - wynika z sondażu Pentora dla tygodnika "Wprost". Wspólne wybory prezydenckie, parlamentarne i samorządowe w 2010 roku zaproponowała ostatnio PO. Polacy podchwycili ten pomysł i jak się okazuje, prą do urn z pełną determinacją.
Tylko co dziesiąty ankietowany nie wie, czy chce w 2010 roku decydować o losie polityków i samorządowców. Za wspólnymi wyborami prezydenckimi, parlamentarnymi i samorządowymi jest aż 66 procent. Przeciwników jest zdecydowanie mniej, bo 23 procent - wynika z badań Pentora.
>>>Platforma skróci sobie kadencję?
Pomysł zorganizowania wyborów za dwa lata podrzucił kilka dni temu senator Platformy Obywatelskiej Jarosław Gowin.
"Rozważałbym taką zmianę ordynacji, żeby jednego dnia w 2010 roku przeprowadzić wybory prezydenckie, parlamentarne i samorządowe. Innymi słowy, żeby stanąć na ubitej ziemi i pozwolić Polakom zdecydować, czy chcą, żeby Polską rządziła Platofrma" - mówił Gowin w RMF.
Jednak wygląda na to, że senator wyszedł w swojej partii przed szereg. Nie zgadza się z nim szef klubu PO Zbigniew Chlebowski.
"To nie jest najlepszy pomysł. Nie wchodzi to w rachubę. Wcześniejsze wybory mogłyby się odbyć może wiosną 2011 roku, bo 1 lipca 2011 roku Polska obejmie przewodnictwo w Radzie Unii Europejskiej" - stwierdza poseł Platformy w Radiu ZET.
Inaczej widzi to Przemysław Gosiewski z PiS. Mówi wprost: "Prawo i Sprawiedliwość uważa, że trzeba odsunąć od władzy fatalny rząd. Jeżeli wcześniejsze wybory będą możliwe, będziemy je poważnie rozważać. Rząd Platformy szkodzi państwu" - ripostuje parlamentarzysta.
Spokój w tej sprawie zachowuje SLD. Wojciech Olejniczak z niechęcią podchodzi do pomysłu zorganizowania wcześniejszych wyborów. "To nie ma sensu. Wszystko musi mieć swój kalendarz. Nie uciekniemy od problemów" - podsumowuje polityk lewicy w Radiu ZET.




















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!