Tusk nie dbał o eksporterów. O wizerunek tak
Odwiedzając potencjalnych partnerów handlowych, premier woli wozić ze sobą dziennikarzy i kamery, a nie przedsiębiorców. Tak przynajmniej wynika z informacji, do których dotarł "Newsweek". Lecąc do Chin, premier miał zażądać takiej obstawy medialnej, że w samolocie nie starczyło miejsca dla niektórych eksporterów. Trzeba było im "podziękować".
- Dlaczego biznesmen chciał nagrać Tuska
- PiS funduje swym posłom lekcje z "obycia"
- Słońce Peru olśni Pekin
- Prezes PiS i premier porozmawiali o kryzysie
- Zobacz wycofaną reklamę z parodią Tuska
- PO buduje sztab speców od cudów
- Tusk wstydzi się swego PR-u
- "Jedyny sukces spotkania - że się odbyło"
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -14°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Dwa dni przed wylotem dowiedzieliśmy się, że dwie rekomendowane przez nas osoby zostają skreślone z listy, choć została ona ustalona i zatwierdzona 10 dni przed całym
wydarzeniem" - powiedział "Newsweekowi" zastępca sekretarza generalnego Krajowej Izby Gospodarczej Władysław Jerzy Wężyk.
Tygodnik dowiedział się, że skreślony został członek zarządu Wyborowej SA - spółki będącej jednym z największych polskich eksporterów do Chin - oraz prezes dużej firmy, która od 15 lat
sprowadza z Azji artykuły budowlane.
"Newsweek" twierdzi też, że tuż przed wylotem kancelaria premiera uzupełniała skład polskiej delegacji w warszawskich redakcjach. "Oferta padła w ostatniej chwili.
Mieliśmy tylko kilka godzin na zdobycie wiz" - powiedział pismu jeden z członków ekipy medialnej towarzyszącej Donaldowi Tuskowi.























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!