Maciej Walaszczyk: W czasach AWS byli mandaryni, SLD miało swoich baronów, a czy pan czuje się eunuchem sułtana Kaczyńskiego, jak określił to Ludwik Dorn? A może kapralem, ja można to usłyszeć od posłów pańskiej partii?
Przemysław Gosiewski: Czuję się przede wszystkim szefem klubu parlamentarnego PiS, bo takie są moje obowiązki i staram się je solidnie wykonywać. Mam nadzieję, że wykonuję swoją funkcję z pożytkiem dla mojej formacji politycznej, ponieważ klub jest jednym z głównych miejsc działania naszej partii. Myślę, że moja praca jest również dobrze odbierana przez moje środowisko polityczne.

>>>Przeczytaj, kto zmusił Gosiewskiego do pozostania na stanowisku szefa klubu PiS

Jest pan tego pewien? Badania pokazują wysoką nieufność wyborców wobec pana, a sondażowe wyniki PiS są niższe od tych z wyborów parlamentarnych.
Sondaże zawsze dawały nam niższe notowania, niż w rzeczywistości przekładało się to na decyzje wyborców. Tak było zarówno w 2005, jak i w 2007 roku. Ze spokojem obserwuję wysokie wyniki Platformy Obywatelskiej, ponieważ pamiętam, że SLD zaczęło wyraźnie tracić poparcie dopiero po dwóch latach rządzenia. Żywe są jeszcze nadzieje tych, którzy przed rokiem głosowali na formację zwycięską. Dlatego wiem, że trzeba być cierpliwym i musi upłynąć jeszcze trochę czasu, by to się zmieniło. Poza tym w ciągu roku PO realnie straciła na swoich notowaniach, gdyż są one teraz niższe w stosunku do tych rekordowych, sięgających ponad 60 proc. poparcia.

>>>Zobacz, jak Gosiewski chciał zostać księciem

I tak są one wciąż bardzo wysokie.
Na chwilę obecną sondaże są jeszcze duże, ale pamiętajmy, że bywały momenty, iż poparcie dla PO było znacznie większe. Poza tym jako partia rządząca cieszy się ona największym poparciem mediów, które nie zauważają wielu kompromitujących wpadek rządu PO. Parasol ochronny ze strony mediów dla PO jest znacznie większy niż ten, który miało SLD w 2001 r.

Ale trwało to tylko rok.
Oczywiście, sprawa Rywina odwróciła tę sytuację, ale weźmy pod uwagę dzisiejszy przykład, kiedy grupa działaczy związkowych podjęła się okupacji pomieszczeń w siedzibie Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. Gdyby coś takiego miało miejsce za rządów PiS, to z pewnością wszystkie stacje telewizyjne przerwałyby nadawanie programów, by przekazywać bezpośrednią relację z tego wydarzenia. Nie trzeba daleko sięgać pamięcią wstecz, aby przypomnieć historię białego miasteczka i protest pielęgniarek przed kancelarią premiera. Tymczasem dzisiaj protest związkowców upominających się o prawa tysięcy ludzi jest niemal niezauważalny.

Moim zdaniem obecny rząd stosuje instrumenty, na które gabinet Jarosława Kaczyńskiego nawet nie mógł sobie pozwolić, gdyż zostałby okrzyknięty całkowicie niedemokratycznym i łamiącym prawa obywatelskie. Proszę sobie wyobrazić, że gdyby ponad rok temu nasz rząd rozważał podobną ingerencję w funkcjonowanie PZPN, zostałoby to odczytane prawie jako zamach stanu. Trudno mi ocenić, na ile ingerencja urzędu skarbowego w finanse PZPN była uzasadniona, ale reakcja mediów jest chyba przez wszystkich zauważalna. Za rządów PO sprawy te traktowane są przez media z pobłażaniem.

Jak PiS reaguje na sytuację, że rząd Tuska wchodzi w buty Kaczyńskich i PiS, zmieniając retorykę i podejmując, może w łagodniejszej formie, wasze pomysły?
Partia Donalda Tuska ciągle walczy o elektorat zarówno po lewej, jak i po prawej stronie sceny politycznej. Sprzeciw PO wobec ustanowienia święta Trzech Króli dniem wolnym od pracy był po to, aby zawalczyć z SLD o elektorat antykościelny. Dezubekizacja jest za to próbą sięgnięcia po nasze treści. My natomiast, składając projekty poprawek do konstytucji, które umożliwią przeprowadzenie dezubekizacji czy kastracji pedofilów, mówimy w stosunku do PO, że sprawdzamy.

Kiedy sprawa się rozstrzygnie?
Zobaczymy, mam nadzieję, że nasze zmiany w konstytucji będą niedługo procedowane przez parlament. PiS i PO wspólnie mogą zmienić konstytucję. Mamy świadomość, że ustawa dezubekizacyjna może być negatywnie oceniona przez Trybunał Konstytucyjny i tym samym mamy pewność, że po uchwaleniu stosownej ustawy zostanie ona zaskarżona, chociażby przez lewicę. Aby tego uniknąć, zaproponowaliśmy zmianę konstytucji. Podobnie jest w przypadku pomysłu chemicznej kastracji pedofilów, bo oczywiście PO propagandowo ogłosiła wolę wprowadzenia takich sankcji, wiedząc, że w świetle zapisów konstytucyjnych jest to niemożliwe. Dlatego powiedzieliśmy: sprawdzamy! Jeśli PO naprawdę chce trwale wyeliminować zagrożenie ze strony pedofilów, musi poprzeć propozycję złożoną przez PiS. Podobnie jest z zakazem kandydowania i sprawowania mandatu parlamentarnego przez osoby skazane oraz byłych ubeków. PO będzie musiała wybrać, czy takich zmian rzeczywiście chce, czy tylko czyni działania pozorne, mające na przyciągnięcie elektoratu zdezorientowanego całą sytuacją.

Jarosław Kaczyński pisze program dla PiS. Co w nim znajdziemy?
Wszystkie doniesienia medialne, jakie czytałem na ten temat, trochę bawią i są takim wróżeniem z fusów. A konkretne szczegóły będą ujawnione na styczniowym kongresie programowym. Będzie to coś wartościowego i nowego.

Ale jak to odczytywać? Prezes pisze nowy program, bo poprzedni został zrealizowany lub w jakimś stopniu realizuje go Platforma?
Podczas dwuletnich rządów PiS nasz program w wielu aspektach został zrealizowany. Dziś jednak mamy nowe wyzwania, takie jak zbliżający się kryzys finansowy. Jeśli porównamy wyniki gospodarcze za rządów PiS, kiedy polska gospodarka notowała 6 proc. wzrostu PKB, a zapowiedzi rządu Donalda Tuska na przyszły rok, to wyraźnie widać, że PO nie radzi sobie z gospodarką. Dlatego PiS będzie w wielu sprawach gospodarczych przejmował inicjatywę przez zgłaszanie swoich projektów.

Zapowiada pan, że PiS przejmie władzę w 2011 r., bo podział sceny politycznej jest klarowny: albo wy, albo PO, a reszta jest tylko marginesem. Teraz czekacie, aż władza jak jabłko dojrzeje i wpadnie wam do koszyka. Skąd ta pewność?
Dzisiaj nie ma uzasadnienia społecznego dla zaistnienia nowej formacji po prawej stronie sceny politycznej i tylko jakiś kataklizm mógłby to zmienić. Moim zdaniem po kompromitacji rządu Tuska i PSL jedyną partią, którą będzie zdolna przejąć rządy w Polsce, będzie PiS. Nad takim scenariuszem pracujemy i jestem pewien, że również zdaje sobie z tego sprawę kierownictwo Platformy. Dzisiaj PO walczy z PiS. Walczy nie tylko dlatego, że nas nie lubi, ale głównie dlatego, że ma świadomość, iż to PiS jest jedyną realną alternatywą dla obecnej koalicji. Platforma, choć sprawuje rządy od 11 miesięcy, zachowuje się jak ugrupowanie opozycyjne, gdyż główną uwagę skupia na walce z PiS i prezydentem, a nie na realizacji obietnic wobec Polaków. To zresztą potwierdzają politycy PO. Rozumiem, że taka sytuacja może mieć miejsce przez pierwsze trzy miesiące od zdobycia władzy, gdy rozlicza się poprzedników, ale już po roku wygląda na przykrywanie własnej bezradności.

A czy konflikt na linii premier – prezydent i trzyletnia kampania prezydencka nie wypalą przeciwników na tyle, by pojawiła się silna formacja lewicowa?

Obserwując lewicę, można zauważyć jej permanentną słabość. Dotychczasowa polityka lewicy polegająca na cichym wspieraniu rządu Tuska doprowadziła do utrwalenia niskich notowań tej formacji. Wyborcy lewicowi, mając do wybory słabą lewicę albo PO, zagłosują na tę drugą.

Czy spotkanie prezesa Kaczyńskiego z premierem to zapowiedź jakiegoś nowego wizerunku PiS jako opozycji odpowiedzialnej, skłonnej do dialogu, kompromisu, współpracy z rządem w pewnych ważnych dla kraju sprawach?
Nie znam partii opozycyjnej, która chwaliłaby rząd.

Unia Wolności była taką opozycją wobec SLD.
No tak, ale istotą demokracji jest artykułowanie możliwości wyboru między różnymi programami. Wbrew temu co się mówi, PiS poparł w ciągu ostatniego roku ponad trzy czwarte ustaw rządowych, które były głosowane w Sejmie. Nie podchodzimy do oceny działań rządu na zasadzie „nie, bo nie”. Sprzeciwiamy się, kiedy projekty rządowe są legislacyjnymi bublami lub mają wymiar antyspołeczny, np. w sprawie prywatyzacji szpitali, radykalnego odbierania uprawnień emerytalnych czy pozbawiania Polaków wpływu na środki zgromadzone w OFE. Natomiast PO prezentuje odmienną politykę w stosunku do ustaw PiS i z góry odrzuca możliwość pracy nad tymi projektami, choć wie jednocześnie, że te projekty są korzystne dla milionów Polaków. PO nie przedstawia w takich przypadkach swoich propozycji.

PiS zaproponował również chęć współpracy z rządem w ramach ponadpartyjnego pakietu na rzecz gospodarki w celu stabilizacji sytuacji gospodarczej w kraju. Wyciszyliśmy nawet nasze negatywne oceny ministra Grada, by nie utrudniać działań rządu w sprawie przyszłości przemysłu stoczniowego i nie ograniczać mu pola manewru. Przecież przyjmując taktykę opozycji totalnej, każdego dnia nie zostawilibyśmy na nim suchej nitki. Jednak od miesiąca milczymy, by nie utrudniać rozmów, jakie rząd prowadzi w tej sprawie z Komisją Europejską. Jesteśmy odpowiedzialną opozycją, która wykazuje determinację w realizacji swojego programu.