O braciach Kaczyńscych od dawna wielu Polaków mówiło "Kaczory". Jednak w felietonie dla DZIENNIKA Jerzy Pilch odważył się napisać w ten sposób o prezydencie i jego bracie w felietonie pt. "Miękkie nogi", a także 22 lutego w tekście pt. "Prezydent Putin i bracia Marx". "Czemu Kaczory do Moskwy nie pojechały (...). Kaczory sprawiają wrażenie zaszczutych i obrażonych" - pisał Pilch, komentując w lutym niedawną wizytę premiera Donalda Tuska w Moskwie i to, że ani prezydent Lech Kaczyński ani premier Jarosław Kaczyński nie złożyli takiej wizyty. W tekście "Miękkie nogi" Pilch używał natomiast określeń "chore jak koty Kaczory", "Mruczne Kaczory", czy "złe jak borsuki Kaczory".

Te słowa w lipcu tego roku oburzyły pewnego obywatela, który złożył skargę do sądu. Prokuratura nie chciała jednak wszcząć śledztwa w tej sprawie. Wtedy do akcji ruszyła Kancelaria Prezydenta, która od decyzji śledczych się odwołała. Ale i wniosek kancelarii sąd odrzucił.

Według mecenasa Henryka Siocha, reprezentującego Kancelarię Prezydenta, badająca sprawę sędzia Alina Rychlińska doszła do wniosku, że określenia "Kaczory" nie można uznać za znieważające, bo nie zawsze czymś takim jest porównywanie ludzi do zwierząt. "Np. obraźliwe będzie powiedzieć o kimś <ty świnio>, ale na pewno nie mówienie, że jest się <odważnym jak lew>, <głodnym jak wilk>, czy <wiernym jak pies>" - przytaczał prawnik. "Nie można więc się zgodzić, że porównanie kogokolwiek do kota lub borsuka jest wyrazem pogardy i uwłacza jego czci" - dodał.

Na tym sprawa się kończy. Bo dzisiejsza decyzja sądu jest ostateczna: zamyka bowiem możliwość prowadzenia prokuratorskiego śledztwa w sprawie znieważenia prezydenta. Jest jednak jeszcze jedna możliwość powrotu do tematu - procedura umożliwia bowiem wniesienie do sądu prywatnego aktu oskarżenia. Nie wiadomo jednak, czy tak się stanie. Adwokat reprezentujący Kancelarię Prezydenta prof. Henryk Sioch, że to zależy od decyzji samego Lecha Kaczyńskiego.

Sioch przyznał jednak, że zarówno Lech, jak i Jarosław Kaczyńscy, często wykazywali się dystansem do swego nazwiska. "Pan Jarosław Kaczyński dawał się fotografować przy stawie, gdzie karmił kaczki i namawiał do tego innych. Partia PiS miała też kacze maskotki" - wymieniał.