"Jak to się dzieje, że ciągle musi się pan tłumaczyć ze stwierdzeń, które później okazują się nieprawdą?" - pytała telewizja TVN24 Piotra Kownackiego. "Być może źle wykonuję swoje obowiązki, albo nie umiem ich wykonywać" - stwierdził.

Tym razem Kownacki tłumaczył się z zarzutu, że nieprawdziwie zrelacjonował rozmowę między prezydentem RP a prezydentem-elektem USA. Kancelaria Kaczyńskiego poinformowała, że w rozmowie padły zapewnienia o kontynuowaniu projektu budowy tarczy antyrakietowej. Gdy administracja Baracka Obamy zaprzeczyła, wybuchł skandal.

"Zadziałał efekt głuchego telefonu" - tłumaczył dziś Kownacki. "Prezydent-elekt Obama mówi do naszego prezydenta. Nasz prezydent powtarza kolegom, którzy przy tym byli. Ci koledzy powtarzają mnie. Ja powtarzam dziennikarzom. Tych ogniwek w łańcuszku jest kilka" - bagatelizował sprawę w rozmowie z radiem RMF szef kancelarii Lecha Kaczyńskiego.

Dodał jednocześnie, że nikt nie straci posady z tego powodu. Do dymisji nie zamierza się podać ani on, ani ministrowie, którzy byli przy rozmowie - Michał Kamiński i Mariusz Handzlik. Sam prezydent również poinformował, że konsekwencji wobec Kownackiego wyciągać nie zamierza.

"Nie będzie żadnych konsekwencji, bo to jest znakomity szef Kancelarii Prezydenta, a to, co mówił, to było napisane w internecie. Teraz pozostaje pytanie, kto je tam umieścił" - powiedział Lech Kaczyński.