"Karanie Handzlika byłoby strzałem we własną stopę" - mówi polityk z otoczenia Lecha Kaczyńskiego. Według niego, to sprawny dyplomata, ma świetnie kontakty w USA zarówno u Demokratów, jak i Republikanów. "I jest bardzo skuteczny. W krótkim czasie potrafił zorganizować rozmowę na linii Biały Dom - Pałac Prezydencki" - ocenia go polityk.

Inni nasi rozmówcy także dobrze mówią o Handzliku. "Znam Mariusza od wielu lat, od czasu gdy pracował jeszcze w naszej ambasadzie w Waszyngtonie, i nie wierzę, by pozwolił sobie na taką nadinterpretację" - mówi dyplomata.

Do Kancelarii Prezydenta ściągnął Handzlika w 2006 r. Andrzej Krawczyk, ówczesny doradca prezydenta do spraw międzynarodowych. Obaj znali się jeszcze z pracy dla premiera Waldemara Pawlaka. Handzlik stał się najbliższym współpracownikiem Krawczyka i jak relacjonują nam pracownicy, widać było, że łączą ich relacje także towarzyskie. Ale już dzień po odejściu Krawczyka z kancelarii, Handzlik zwracał uwagę urzędnikom, by o byłym przełożonym mówili "pan Krawczyk", a nie "minister Krawczyk".

7 listopada późnym wieczorem Handzlik - odpowiedzialny za politykę zagraniczną głowy państwa - był jednym ze świadków rozmowy pomiędzy Obamą i Kaczyńskim. W pokoju był także minister Michał Kamiński, nieformalny rzecznik prezydenta.

Niedługo po tej rozmowie Kancelaria Prezydenta odtrąbiła sukces, że prezydent elekt popiera tarczę, notatkę na stronie internetowej opublikował Handzlik. Niemal natychmiast zza oceanu przyszło dementi: o tarczy w ogóle nie było mowy.

"Rozmowa pomiędzy prezydentem Obamą a prezydentem Kaczyńskim jest spisana" - mówi DZIENNIKOWI wysoki urzędnik MSZ. "Można zatem łatwo sprawdzić, o czym była mowa i w jakim kontekście padał temat tarczy" - dodaje.

Nasi rozmówcy z Pałacu Prezydenckiego potwierdzają, że temat tarczy się pojawił, ale w bardzo ogólnym sensie. "Padały jednak zapewnienia i deklaracje o wzajemnej współpracy wojskowej, mówił o tym i Obama, i Kaczyński. Handzlik, relacjonując rozmowę, zrobił pół kroku za dużo" - twierdzi informator DZIENNIKA, który zna szczegóły rozmowy.

Dlaczego więc w komunikacie kancelarii padły jednoznaczne deklaracje? "Myślę, że jednym z powodów była chęć pokazania się w lepszym świetle i podkreślenia, że rozmowa Obamy z Kaczyńskim była ważniejsza od tej, którą Obama przeprowadził z premierem także tego wieczoru. Z tego powodu kancelaria podkręciła jej treść" - mówi pracownik MSZ. "Nikt się jednak nie spodziewał tak ostrej reakcji ze strony Amerykanów" - dodaje.

Zdaniem naszych rozmówców, ta międzynarodowa awantura to wynik walki o pałacowe wpływy. Gra idzie o bliski dostęp do prezydenta. Handzlik i stojący za nim Piotr Kowancki (szef Kancelarii Prezydenta) walczy o to z Michałem Kamińskim.

Kownacki popełnił błąd, powołując się na notatkę Handzlika, ale afera miałaby mniejszy wydźwięk, gdyby nie Kamiński. "Ostre i jednoznaczne zdementowanie wpadki swoich kolegów przez Kamińskiego pokazało, że w pałacu jest wojna, a sprawa zaczęła żyć swoim życiem" - uważa polityk PiS związany z Kancelarią Prezydenta. I dodaje: "Michał chce wykorzystać ten błąd do swoich rozgrywek".