Marszałek tłumaczy, że użył ironicznego języka, który rozumieją ludzie inteligentni. "Miałem nadzieję, że zostanie to jednoznacznie zrozumiane, że ta ironia dotyczyła w moim przekonaniu błędów popełnionych przez gospodarzy, przez Gruzinów" - powiedział.

Zdaniem Komorowskiego, gołym okiem widać, że w Gruzji zostały popełnione bardzo poważne błędy. "Była to zła, źle przeprowadzona wizyta, z poważnymi konsekwencjami politycznymi, więc wydaje mi się, że tutaj pewien sarkazm jest najłagodniejszą formą dezaprobaty" - podkreślił marszałek. Zaznaczył, że jego intencją nie było ani urażenie, ani tym bardziej obrażenie prezydenta. "Tylko złośliwcy mogą w ten sposób to interpretować" - ocenił Komorowski.

>>>Jaka wizyta, taki zamach

Pytany, czy podczas incydentu w Gruzji błędów nie popełnili funkcjonariusze BOR, marszałek odpowiedział, że wie z praktyki, iż jeśli głowa państwa mówi "nie", to inni to polecenie wykonują. "Na pewno jednak błędem było po pierwsze odsunięcie polskiej ochrony osobistej, a po drugie błędem było pewne zawierzenie w rozpoznanie sytuacji przez Gruzinów, bo widać, że prezydent został wmanewrowany w sytuację dla siebie niekorzystną" - powiedział marszałek.

Jak stwierdził, niepokoi go zgoda na jazdę w kierunku dosyć niebezpiecznych obszarów. "Prezydent nie jest od tego, żeby sprawdzać bojem, czy dany obszar jest zajęty przez armię rosyjską, czy przez inną. Prezydent powinien jechać tam, gdzie wszystko jest wcześniej rozpoznane" - uważa Komorowski.