Jeszcze dziś do minister zdrowia wpłynie wniosek Donalda Tuska o oszacowanie, ile takie zabiegi będą kosztowały budżet państwa. Na razie premier zapowiada, że będzie starał się zapewnić dostęp do pozaustrojowego zapłodnienia.

"Te pary, które pragną mieć dzieci, a bez tej metody nie będą mogły mieć dzieci, powinny mieć równy, sprawiedliwy dostęp do tej metody. Stąd przyjmujemy jako zasadny postulat refundacji, w jakim stopniu - zobaczymy" - zapowiada Donald Tusk. Stanowczo podkreśla przy tym, że metoda in vitro powinna być dostępna dla tych, którzy "nie mają innej możliwości zapobiegania skutkom bezpłodności".

Te słowa na pewno nie zachwycą hierarchów polskiego Kościoła katolickiego. Kilka miesięcy temu, gdy rząd PO ogłosił, że pozaustrojowe zapłodnienie będzie refundowane dla małżeństw, Episkopat wydał bardzo krytyczny dokument "O niegodziwości i niedopuszczalności metody in vitro". Duchowni zwracali w nim uwagę na fakt, że przy takim zapłodnieniu giną zarodki.

"Metoda in vitro nie jest zgodna z nauką społeczną Kościoła" - nie pozostawiał wątpliwości metropolita warszawski arcybiskup Kazimierz Nycz.

Wobec tak ostrego stanowiska Episkopatu rząd zarzucił prace nad darmowym dostępem do metody in vitro. Dopiero dziś premier przerwał w tej sprawie milczenie.