O chęć pobicia Cymańskiego oskarżył Grasia Jarosław Kaczyński. Pytany o posłankę PiS Elżbietę Kruk - którą podejrzewa się, że przyszła pijana do Sejmu - odparował, że media nagłaśniają tylko wpadki działaczy Prawa i Sprawiedliwości, a gdy chodzi o Platformę Obywatelską, stosują taryfę ulgową. I oskarżył Grasia o to, że groził Cymańskiemu.

>>> Poseł PO groził pobiciem koledze z PiS

"Tak, miała miejsce taka sytuacja, ale sprawa jest wyjaśniona i zamknięta" - mówi DZIENNIKOWI Paweł Graś. "Było to w czasie debaty o wotum nieufności dla minister zdrowia Ewy Kopacz. Poseł Cymański siedział w pierwszym rzędzie, coś pokrzykiwał i wymachiwał palcem. Wstałem, podszedłem i powiedziałem, by się uspokoił i przestał wymachiwać tym palcem, bo mu go uszkodzę" - dodaje.

"Cymański się tym nie przejął, ale całą sytuację widział marszałek Krzysztof Putra, który wyskoczył na mównicę i zaczął krzyczeć, że to skandal. Spotkałem się wtedy z Cymańskim i ustaliliśmy, że go publicznie przeproszę w drugiej części debaty. Tak też się stało" - opowiada Graś.

Podobnie sytuację opisuje poseł Cymański. "W emocji Graś podszedł do mnie i słowami mocnymi dość powiedział: jeśli nie przestaniesz machać ręką, to ci przyłożę" - mówi dziennikowi.pl Cymański. "Po tym wydarzeniu sprawa wymagała dalszego ciągu. Było spotkanie z marszałkiem Putrą i Komorowskim w gabinecie pana marszałka. Poseł Graś zobowiązał się, że z trybuny sejmowej przeprosi mnie. Ja nie chciałem już tego dalej drązyć i sprawa w tym rozumieniu naszym personalnym została zamknięta" - opowiada.

"Nie mam żalu do posła Grasia. Rana już nie krwawi, a ja nie mam ochoty rozdrapywać tej blizny" - dodaje poseł PiS.

"Nie dochodziłem satysfakcji ani na drodze powództwa cywilnego, ani innego. Natomiast to jest historia, która mówi, że nie święci garnki lepią, jest bardziej apelem i postulatem do mediów, żeby w przypadku różnych wydarzeń, które mogą się zdarzyć, jednakową miarą traktować obie strony" - tłumaczy Cymański.

Właśnie o nierówne traktowanie partii oskarżył media Jarosław Kaczyński. Twierdził, że biuro prasowe PiS informowało dziennikarzy o incydencie międy Cymańskim i Grasiem. Jednak - według prezesa PiS - nikt nie chciał zająć się tym tematem. Zaprzeczają temu dziennikarze sejmowi. Większość z nich nie przypomina sobie, by informacja o tym wydarzeniu była przez PiS nagłaśniana.

Graś atakuje Kaczyńskiego za jego słowa. "To jest śmieszne, klasyczna szkoła PiS odwracania kota ogonem. Tak samo było wtedy, gdy Jacka Kurskiego z PiS złapała policja, gdy podłączył się do jadącego na sygnale konwoju. PiS zamiast się tłumaczyć z tego, co zrobił ich kolega, mówił, że Sławomir Nowak też nieprzepisowo pędził z Gdańska do Warszawy" - denerwuje się Graś.

Czy boi się, że sprawą gróźb wobec Cymańskiego zajmie się sejmowa komisja etyki? "Sprawa jest zamknięta i wyjaśniona, nie sądzę, by komisja miała czas się nią zajmować" - mówi Paweł Graś.