Lech Kaczyński oświadczył, że w związku z zawieszeniem Olszowca nie chce opieki BOR podczas planowanej wizyty w Azji.

>>>Tusk: Prezydent ma być posłuszny BOR!

"W tej sytuacji ja dziękuję za opiekę BOR w trakcie mojej wyprawy do Azji, bo ja muszę mieć tych ludzi, którym bezwzględnie ufam" - powiedział prezydent na konferencji prasowej w Opolu. Prezydent leci do Japonii, Korei Południowej i Mongolii w najbliższą niedzielę. Wizyta będzie trwać tydzień.

Dowódcę ochrony prezydenta ppłk. Krzysztofa Olszowca zawiesił szef Biura Ochrony Rządu generał brygady Marian Janicki.

>>>Przeczytaj poufny raport ABW o strzelaninie w Gruzji

Z raportu o wydarzeniach w Gruzji, jaki dostał premier Donald Tusk, wynika bowiem, że na granicy gruzińsko-osetyńskiej ochrona BOR była odcięta od prezydenta. Nie poinformowano jej o tym, że kolumna prezydencka będzie jechać inną trasą, a w efekcie Lech Kaczyński został narażony na poważne niebezpieczeństwo. Agentów BOR nie było przy prezydencie, gdy padły trzy serie strzałów z broni maszynowej. To dlatego właśnie zawieszono szefa ochrony prezydenckiej Krzysztofa Olszowca.

"Podczas wizyty w Azji zapewnimy prezydentowi ochronę" - zapewnił tymczasem w TVN24 rzecznik BOR, Dariusz Aleksandrowicz. Nie ujawnił jednak szczegółów tego, jak agenci będą ochraniać Lecha Kaczyńskiego, który nie życzy sobie ich towarzystwa.

"Jeśli chodzi wizytę w Azji, oczywiście pan prezydent będzie chroniony (...). To mówi ustawa o Biurze Ochrony Rządu, taki jest nasz obowiązek i ten obowiązek zostanie wypełniony. Mam informację od szefa BOR gen. Mariana Janickiego, że prezydent zaakceptował już oficera, który będzie zastępował przez ten czas zawieszenia pułkownika Olszowca. Taka jest moja wiedza" - powiedział tymczasem w TVP Info wicepremier Grzegorz Schetyna.

>>>Raport dla premiera: Strzały w Gruzji to nie był zamach