"Opieraliśmy się na orzeczeniu sądu lustracyjnego z sierpnia 2000 r., który napisał - i jest to opublikowane w książce w całości - że Edward Graczyk nie żyje. Uznaliśmy to za dobrą monetę, skoro sąd lustracyjny, jak każdy sąd w Polsce, dysponuje dostępem do systemu PESEL, poprzez który można sprawdzać, czy dana osoba żyje, gdzie mieszka. To po prostu napisaliśmy w naszej książce" -tłumaczy Sławomir Cenckiewicz.

Historyk twierdzi, że razem z współautorem książki próbowali odnaleźć Graczyka, jednak nawet koledzy esbeka tłumaczyli im, że on już nie żyje.

Cenckiewicz atakuje też Wałęsę za to, że ten twierdzi, że esbek jest świadkiem na to, że były prezydent nie jest agentem. "Wwiarygodnymi i kluczowymi świadkami w historii Polski najnowszej, w wyjaśnianiu białych plam są funkcjonariusze SB. I to jest dla mnie najciekawsze. To znaczy - z jednej strony oni są kluczowymi świadkami, ale z drugiej strony fałszowali przez 45 lat istnienia PRL dokumenty SB" - mówił historyk.

Cenckiewicza zastanawiają też zeznania Graczyka przed IPN, w których przyznaje, że wypłacił Wałęsie 1500 złotych. "To jest dla mnie najciekawsze. Na jakiej zasadzie ktoś niezwerbowany odbywał z Edwardem Graczykiem regularne spotkania i jeszcze wypłacał mu Graczyk te pieniądze. Jaki był charakter tych kontaktów? Koleżeński, towarzyski? Czy Graczyk wypłacał te pieniądze z własnej kieszeni, czy może z funduszu operacyjnego SB w Gdańsku?" - zastanawia się historyk.

"To są niespójne i nielogiczne zeznania, ale one w jakimś sensie, w tym aspekcie są dla nas interesujące, bo znalazł się kluczowy świadek, który potwierdza, że wypłacał Lechowi Wałęsie pieniądze" - dodał Cenckiewicz.