"Trzeba zmienić zadania, jakie stoją przed Instytutem Pamięci Narodowej. Nie ma mowy o likwidacji" - zastrzega w Radiu ZET szef klubu PO Zbigniew Chlebowski. "Musi to być instytucja naukowa, ale nie może pełnić takiej roli, jak dzisiaj. Nie może doprowadzać do tragedii Polaków, nie może zatrudniać pseudohistoryków, którzy obrażają największe polskie autorytety" - wylicza poseł Platformy.

Nietrudno zgadnąć, kogo Zbigniew Chlebowski ma na myśli. Politycy PO z premierem na czele otwarcie krytykowali publikację IPN "SB a Lech Wałęsa", w której dwa historycy - Sławomir Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk - napisali, że Wałęsa w latach 80. był agentem Służby Bezpieczeństwa.

Donald Tusk jeszcze we wrześniu nie miał nic przeciwko takim publikacjom, choć nie ukrywał, że nie zgadza się ze stanowiskiem IPN.

Sprawa rozgorzała na nowo, gdy okazało się, że oficer SB Edward Graczyk - o którym obaj autorzy pisali, że zwerbował przywódcę "Solidarności" i że już nie żyje - jednak żyje i zaprzecza tym rewelacjom. "Wałęsa nie był agentem" - twierdzi Graczyk. Jego słowa na nowo rozbudziły polityczne spory o przeszłość byłego prezydenta. Ich efektem może być likwidacja pionu śledczego w IPN. To jeden z rozważanych przez PO scenariuszy.

"Nasi eksperci pracują nad projektem zmian w ustawie o IPN, który powinien pojawić się w Sejmie w przyszłym roku" - zapowiada Zbigniew Chlebowski.