"Prezydent pochopnie chce jechać na szczyt"
W Polsce byłoby spokojniej, gdbyby rzadziej zwoływano szczyty Unii Europejskiej. A tak mamy kolejny spór o to, kto powinien jechać na najbliższe spotkanie szefów unijnych państw. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski uważa, że "prezydent pochopnie chce jechać na szczyt".
- Jałowy spór o spór
- Prezydent zaprasza premiera na unijny szczyt
- Nowak: Prezydent leci "dla świętego spokoju"
- Klimatyczne wyzwanie premiera Tuska
- Tusk zadowolony, Sarkozy spokojny
- Prezydent na szczycie? Za zgodą premiera
- Staniszkis: Tusk zbyt potulny wobec Unii
- Sikorski tłumaczy się z "karłów moralnych"
- Prezydent skazany na internet, bo MSZ milczy
- Sikorski: W wyborach zagłosuję na Tuska
- Kownacki: Platforma demonizuje prezydenta
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -13°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Według szefa polskiej dyplomacji Radosława Sikorskiego, tematy zaplanowane na najbliższe spotkanie Rady Europejskiej w Brukseli należą wybitnie do kompetencji rządu, a nie prezydenta. "Uważam, że powinna obowiązywać zdroworozsądkowa zasada, że decyzje i moc negocjacyjna powinna leżeć tam, gdzie leży odpowiedzialność. I nie prezydenta społeczeństwo będzie rozliczać z cen energii, tylko rząd" - podkreślał Sikorski w TVN24.
"Pakiet klimatyczno-energetyczny, według nawet najszerszej definicji kompetencji głowy państwa w Polsce, jest kwestią stricte rządową. I jest to kwestia wyjątkowo skomplikowana technicznie" - tłumaczył szef polskiej dyplomacji.
"Od pewnych parametrów bardzo technicznie zdefiniowanych zależą przepływy finansowe rzędu dziesiątków miliardów euro w tę lub drugą stronę kontynentu" - mówił Sikorski w "Kropce nad i". I pytał retorycznie: "Nie wiem, czy pan prezydent chce być odpowiedzialny za te rozstrzygnięcia".
Jednocześnie minister spraw zagranicznych przyznał, że na szczycie w Brukseli będą też omawiane kwestie, które uzasadniałyby obecność Lecha Kaczyńskiego. Radosław Sikorski wyjaśnił, że delegacja z Irlandii ma przedstawić plan swoich działań po odrzuceniu przez Irlandczyków w referendum traktatu z Lizbony.
"Gdyby nasz prezydent chciał - np. żeby naprawić swoje stosunki z prezydentem Frencji - aby na koniec prezydencji Francji w UE dać Francji sukces, który by polegał na tym, że kolejny kraj ratyfikował traktat. Pojechał i powiedział: <przywożę>, albo: <przy was podpisuję traktat>, to byłoby duże wydarzenie" - mówił Sikorski w TVN24.

























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!