"To kompromitacja. Gdy napięcia gazowe się dzieją, gdy wali się energetyka w Europie, pan premier Tusk jeździ sobie na nartach. A Polska czeka" - grzmiał w radiu RMF poseł Jacek Kurski.

"Premier będąc na nartach był bezpośrednio informowany o tym, co się dzieje, i kieruje całością prac kryzysowych rządu" - odpowiadał Kurskiemu w Radiu ZET szef gabinetu politycznego premiera Sławomir Nowak.

Donald Tusk jest cały czas na gorącej linii z wicepremierem Pawlakiem i członkami rządowego zespołu energetycznego. Mailem dostaje też wszystkie dokumenty i analizy sytuacji gazowej - zapewnia Nowak.

Premier jest też dobrze przygotowany do dzisiejszego spotkania Grupy Wyszehradzkiej w sprawie gazowego kryzysu. Ale - jak ustaliło radio RMF - aby premier nie musiał przy okazji przerywać urlopu, do Włoch zostali wezwani rządowi eksperci.

Nowak nie ujawnił, ile osób musiało jechać do Włoch. Wiadomo, że towarzyszą mu w Dolomitach i pojadą z nim do Bratysławy.

>>> Zobacz Donalda Tuska na nartach

Jacek Kurski w swoim stylu szerokim frontem zaatakował Tuska i rząd. I wytykał, że premier oraz jego ministrowie nic nie zrobili, żeby zapewnić Polsce bezpieczeństwo energetyczne. Bo gdyby PiS dalej rządził, to już dawno mielibyśmy i gaz norweski, i gazoport.

Poseł spuścił z tonu, kiedy prowadzący rozmowę Konrad Piasecki przypomniał, iż za zamieszanie z gazoportem jest odpowiedzialny rząd PiS-u, który przez dwa lata nie mógł się zdecydować, czy inwestycja ma powstać w Gdańsku, czy w Świnoujściu. Pomijając takie drobiazgi, że w rok gazopoprtu nikt nie wybuduje, i że skroplony gaz kontraktuje się z pięcioletnim wyprzedzeniem.

Sławomir Nowak bronił prawa Donalda Tuska do urlopu. Zapewnił, że rząd przyspieszył prace nad zróżnicowaniem źródeł dostaw gazu.