Dziewiędziesięciu renegatów to działacze z okręgów warszawskiego i szczecińskiego. Bartosz Dominiak, p.o. przewodniczącego "borówek" bagatelizuje sprawę. "W ciągu ostatniego miesiąca partię opuściło około 170 osób. Na 220 delegatów odeszło dziś tylko czterech. Zdecydowanie nie ma mowy o żadnym rozłamie" - cytuje go portal newsweek.pl.

"Rozłam jak rozłam" - bagatelizował Arkadiusz Przybylski, były członek zarządu warszawskich struktur partii, a obecnie wiceprzewodniczący ds. organizacyjnych. "Idziemy dzisiaj na kongres pożegnać się z kolegami" - mówił nam. "Nie chciałbym się obudzić na skrzydle Platformy Obywatelskiej" - tłumaczył swoją decyzję. "Jestem zdania, że jeśli do zera dodamy zero, to będą co najwyżej dwa zera. Koalicja z Partią Demokratyczną to nie jest szczęśliwy pomysł. On już raz nie wypalił i a dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi" - przekonywał.

"W Chinach wyszło, ale Chiny są innym światem. Może kiedyś?" - rozważał Arkadiusz Przybylski zauważając, że polska lewica nie liczy się dzisiaj na scenie politycznej, ani nie reprezentuje ludzi o lewicowych poglądach, kierując się dla stanowisk w kierunku centrum. "Dzisiaj sytuacja jest taka, że to PiS wygrywa hasłami lewicy" - dodawał Przybylski.

"Dlatego założymy kluby lewicy, nowy ruch społeczny, a nie partię" - mówi DZIENNIKOWI Przybylski. I dodaje, że zamiast dyskusji o funkcjach politycznych, jakie mogliby piastować, działacze będą rozmawiać o prawdziwych problemach Polski.

Rozłamowcy dodawali, że kolejnym powodem odejścia jest brak akceptacji dla jedynego kandydata na przewodniczącego SdPL, jakim jest obecny sekretarz generalny partii, Wojciech Filemonowicz. Filemonowicz został w sobotę nowym szefem partii. Za jego kandydaturą głosowało 91 spośród 121 delegatów.