Pełnomocnik Niesiołowskiego podkreśla, że cała radiowa audycja "daleka była od zasad rzetelności dziennikarskiej". "Kolejni słuchacze szkalowali mojego klienta, co spotykało się ze zrozumieniem i zachętą ze strony prowadzącego" - powiedział Paweł Księżak. Dodał, że słowa prowadzącego - iż po aresztowaniu w 1970 r. Niesiołowski "zaczął sprzedawać kolegów" z organizacji "Ruch" i dostał mały wyrok "w nagrodę za taką postawę" - uznał za "zbiór kłamstw o wyjątkowo zniesławiającym charakterze".

Wicemarszałek Sejmu Stefan Niesiołowski poczuł się urażony i pozwał do sądu Warszawską Prowincję Redemptorystów, właścicieli Radia Maryja. Żąda od niej 10 tysięcy złotych odszkodowania za zniesławienie.

Audycja w Radiu Maryja została nadana już po sejmowej wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego, który zarzucił Niesiołowskiemu, że w latach 70. zaczął "sypać" kolegów z "Ruchu" już w czasie pierwszego przesłuchania przez SB. "Mogę tu przynieść pewną książkę i troszkę ją poczytamy publicznie. Będzie pan bardzo czerwony. Bo sypać w pierwszym przesłuchaniu w tak haniebny sposób, to naprawdę fatalna sprawa" - mówił.

Następnego dnia jeszcze dolał oliwy do ognia. Prezes PiS stwierdził, że "trzynastoletnie dziewczynki w zderzeniu z gestapo wytrzymywały potworne tortury, więc nie ma tutaj w ogóle o czym mówić".