"Szczerość posunięta do granic bólu to oręż, z którym nie radzą sobie politycy PiS, nawykli do lawirowania pomiędzy frakcjami, faktami i intencjami. My nie mamy czasu na stawianie pytań owijanych w bawełnę i podawanie odpowiedzi zakręcanych w złote papierki. Nie mamy przyzwolenia wyborców na ściemę, na słodkie słówka!" - pisze Palikot.

Dlaczego? "Nie walczymy ze słabeuszami. Nie polemizujemy z dogorywającym konkurentem, który toczy debatę w białych rękawiczkach i różą w zębach - dla PiS jeszcze niedawno byliśmy <ZOMO>, <moją ty mordą>, <innymi szatanami> czy <liberalną żulerią?" - dodaje. "To PiS wyznaczył nam pole starcia (...) Krętactwo, manipulacje danymi, hipokryzja, obłudne wykorzystywanie światowego kryzysu gospodarczego do wewnętrznych rozgrywek politycznych, pospolita ściema. To jest korytarz, w którym Kaczyński prowadzi z nami swoją grę, narzucając i narzędzia walki, i tematy, i styl" - tłumaczy kontrowersyjny poseł Platformy.

Jeszcze raz odnosi się do swoich słów - o "politycznym sprostytuowaniu się" - które wypowiedział pod adresem posłanki PiS Grażyny Gęsickiej i za które ma zostać przez Platformę obywatelską ukarany. "Nawiązując do słów krytyki, które wypowiadają Moi Przyjaciele z PO, oświadczam, że poddam się każdemu wyrokowi partyjnych gremiów, ponieważ szanuję własną partię (...), ale zapytany przez kogokolwiek w Polsce i w świecie - mogę i chcę mówić tylko otwartym tekstem. Jak każdy zwykły człowiek, jak każdy z naszych wyborców. Politycznym tiu-tiu-tiu, okrągłościami, tą nobliwością, w którą w Polsce często przyoblekamy słowa - a która bywa podszyta jadem - nie zdobędziemy serc wyborców, nie trafimy do ich głów, nikogo nie przekonamy" - podkreślił Janusz Palikot.