Premier: Mam prawo do do urlopu
Szef rządu nie zamierza kajać się za wyjazd na narty w Dolomity, który zbiegł się z wybuchem gazowej wojny Rosji z Ukrainą. "Miałem współpracowników, na których mogłem polegać" - odparł Donald Tusk, bagatelizując zarzuty PiS, że nie zadbał odpowiednio o interesy państwa.
- "Bez urlopu premier nie będzie dobrze rządził"
- Polsce brakuje gazu, a Tusk na urlopie
- Premier szusuje po włoskich zboczach
- Premier Tusk może rządzić nawet z Włoch
- PiS atakuje Platformę na gazowym froncie
- Nauki płynące z Dolomitów
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Jestem względnie nowoczesnym człowiekiem, pracuję mniej za pomocą fotela, pieczątki i atramentu, a częściej przy pomocy maila, komputera oraz telefonu. W tym czasie naprawdę nie było jakiegokolwiek problemu z tego tytułu, że nie siedziałem tutaj, w Alejach Ujazdowskich" - powiedział premier.
Tak Tusk odniósł się do zarzutów PiS, który ostro krytykował go za to, że wypoczywa na nartach, zamiast wrócić do kraju i zaangażować się w rozwiązanie gazowego konfliktu między Moskwą a Kijowem. "Kiedy obejmowałem funkcję premiera, uprzedzałem, że w czasie każdego roku będę korzystał z urlopu wypoczynkowego: tydzień zimą i tydzień późnym latem i nie zmienię tej decyzji" - podkreślił Tusk.
Dodał, że gdy konflikt gazowy przybrał niepokojący obrót i pojawiła się potrzeba podjęcia inicjatywy międzynarodowej, natychmiast przerwał urlop i udał się do Bratysławy na spotkanie Grupy Wyszehradzkiej.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!