O gigantycznym długu resortu obrony - mającym wynosić miliard złotych - poinformowało RMF FM. Przedstawiciele resortu chowają głowę w piasek i nie chcą pod własnym nazwiskiem wypowiadać się w tej sprawie.

Firma Bumar potwierdza, że MON jest mu winne pieniądze. Przedsiębiorstwo nie ujawniło wysokości długu, zasłaniać się tajemnicą handlową. Chodzi o pół miliarda złotych. Mniejsi dostawcy też nie mogą doczekać się zapłat za sprzęt, niektórzy nawet od listopada.

Co ta sytuacja oznacza dla MON? Zeszłoroczne długi trzeba będzie spłacać pieniędzmi z tegorocznego budżetu, a więc zaplanowane na ten rok zakupy dla wojska będą musiały zostać ograniczone. Pod znakiem zapytania staje też tempo przechodzenia armii na zawodowstwo.

Departament prasowo-informacyjny MON twierdzi, że brak pieniędzy to wina resortu finansów, który z końcem 2008 roku nie przelał ich na konto Ministerstwa Obrony. Wypłaty należności rozpoczną się, gdy MON dostanie zaległe pieniądze.

Jednocześnie Ministerstwo Obrony Narodowej zapewnia, że pieniędzy nie brakuje na: pensje i emerytury, na zapewnienie pełnego bezpieczeństwa naszych żołnierzy na misjach oraz na realizację programu profesjonalizacji armii.