To duży przełom w stosunku do obecnie obowiązującej ustawy. Teraz teczki są jawne tylko dla osób, mających rekomendację redakcji lub placówki naukowej. Formalnie w obiegu są akta osób pełniących funkcje publiczne: od prezydenta poczynając, na dyrektorach szkół publicznych kończąc.

>>>Kiszczak przeprasza za metody SB

Ale Platforma chce spełnić swój postulat przedwyborczy i w pełni otworzyć archiwa IPN. Ma temu służyć nowy projekt ustawy lustracyjnej, do którego dotarła "Gazeta Wyborcza". Co dokładnie planuje Platforma? Po pierwsze, chce przenieść do internetu zeskanowane kopie teczek osób publicznych.

Podstawową zmianą jest jednak propozycja ujawnienie wszystkich teczek. Jak pisze "Gazeta Wyborcza", te, które nie należą do osób publicznych, będą do wglądu nie w internecie, ale w oddziałach IPN.

A to oznacza, że każdy będzie mógł zajrzeć do teczki każdego. PO zapisała jednak w projekcie pewne narzędzia obronne przed wykorzystaniem informacji z teczek. Przede wszystkim, jeśli ktoś chce zajrzeć do teczki Kowalskiego, to ten zostanie o tym poinformowany przez IPN. Będzie miał pierwszeństwo obejrzenia swoich akt, dostanie też prawo do uzupełnienia teczki o własne wyjaśnienie.

Kowalski będzie mógł też pójść do sądu. Według "Gazety Wyborczej" jeśli uzna, że jakiś dokument w teczce jest nieprawdziwy, będzie miał praw wniesienia pozwu przeciw IPN. Na Instytucie spocznie wtedy obowiązek ustalenia, że dokument jest prawdziwy. Teczka będzie jednak cały czas jawna. Do akt dołączona zostanie tylko notatka o toczącym się postępowaniu.

>>>Bezimienna Kurtyka straszy w IPN

PO nie chce zmieniać zasad powoływania szefa IPN. Teraz powołuje go Sejm za zgodą Senatu na wniosek Kolegium IPN. Ale za to projekt przewiduje wymianę obecnego szefa Instytutu Janusza Kurtyki. W 2005 roku był on kandydatem popieranym przez Platformę.