"Teraz, gdy do kursu 5 złotych za jedno euro - przy którym ma nastąpić rządowa interwencja - brakuje zaledwie kilku groszy, finansowi gracze na pewno będą chcieli tę granicę jak najszybciej przełamać" - uważa Robert Gwiazdowski.

>>> Złoty zagrożony przez Tuska

Ekspert podkreśla, że gra na osłabienie polskiej waluty jest teraz najbardziej zyskownym interesem. "Spekulacja na cenie ropy czy żywności nie przynosi już takich zysków jak dawniej" - wyjaśnia rozmówca DZIENNIKA.

Czy interwencja rządu i sprzedaż euro są w stanie zahamować spadający kurs złotego? "Mówimy o 7 miliardach euro unijnych dotacji, które mogą zostać przewalutowane. Nie sądzę jednak, by taki zabieg przyniósł długotrwały efekt" - ocenia Gwiazdowski.

Ekspert Centrum im. Adama Smitha przypomina, że już raz - w 2004 roku - złotówka była tak słaba, jak teraz.

Premier pewny swego

"Ocenicie nas po działaniach" - tak Donald Tusk odpiera stawiane mu zarzuty, że mógł sprowokować atak na złotego. "Działamy tak, jak możemy. Bez emocji i na chłodno" - dodał.

Podkreślił, że dziś nie mielibyśmy kłopotu z niskim kursem złotego, gdyby poprzednia ekipa rządząca zdecydowała się na wprowadzenie euro. "Dlatego przynajmniej teraz nam nie przeszkadzajcie" - zaapelował Tusk do PiS.

PO murem z Tuskiem

"Deklaracja premiera była niezbędna. To daje jasny sygnał spekulantom, że polski rząd jest gotowy do interwencji na rynku i, co więcej, posiada instrumenty niezbędne do takiej interwencji" - mówi Krystyna Skowrońska z PO, wiceszefowa sejmowej komisji finansów publicznych.

Dodała, że szef rządu nie zdradził dokładnie, jakie środki zostaną przeznaczone na wzmocnienie złotówki i nie zdradził też dokładnego momentu wkroczenia do akcji. "Tusk powiedział o przekroczeniu przez euro 5 zł. Interwencja może więc nastąpić przy kursie 5,01 czy 5,05" - zaznaczyła Skowrońska