Artur Grabek: Jak ma wyglądać nowy PO-PiS?
Adam Lipiński: PO-PiS oznaczał możliwość stworzenia koalicji powyborczej i wspólnych rządów Platformy Obywatelskiej z Prawem i Sprawiedliwością. Teraz możemy mówić o pewnym skrócie, który oznacza każdą formę wyciągnięcia ręki do konkurenta politycznego. Obecnie współpraca może koncentrować się na walce z kryzysem gospodarczym i zwiększeniem absorbcji funduszy unijnych. Ale nowy PO-PiS nie oznacza tworzenia wspólnej formacji rządzącej, to absolutnie nie wchodzi w rachubę.

Ale współpraca pomiędzy PO i PiS jest możliwa?
Jest taki zapomniany termin jak racja stanu. Jeżeli są kwestie, które dotykają polskiej racji stanu, to partie powinny zawiesić oręż w tym obszarze. Ale to nie oznacza, że na scenie politycznej nie ma opozycji i nie ma koalicji rządowej. Co więcej, nie oznacza to, że opozycja nie może krytykować rządu za jego poczynania. Tak należy ten tzw. nowy PO-PiS interpretować. Po prostu w pewnych sprawach należy zachować wstrzemięźliwość, jeżeli chodzi o temperament debaty publicznej. I zachować postawę nastawioną na współpracę, a nie szkodzenie.

Ale czy w ten sposób PO nie chce zamknąć ust PiS i przerzucić części odpowiedzialności za skutki kryzysu na opozycję?
Powrót do PO-PiS-u nie może oznaczać podważenia funkcjonowania opozycji jako kontrolera i krytyka działań rządu. Przypomnę, że sekwencja zdarzeń jest taka, że kiedy pojawiły się pierwsze symptomy kryzysu gospodarczego, PiS zaproponowało PO stworzenie paktu ponadpartyjnego. Platforma odrzuciła tę propozycję, twierdząc, że kryzysu nie ma i że jest to z naszej strony działanie nieszczere. Po kilku miesiącach, kiedy skutki gospodarczej zapaści zaczęły narastać, PO chce powrócić do naszej propozycji. Nie wykluczam, że PO chce przerzucić część odpowiedzialności na opozycję. Ale jeżeli skutki kryzysu będą naprawdę ciężkie, to i tak odpowiedzialność spadnie na całą klasę polityczną. Dlatego opozycja powinna partycypować w tym, co się dzieje. Są jednak pewne warunki tej partycypacji.

Jakie?
Nie można współpracować, gdy codziennie się słyszy tak skandaliczne i ostre wypowiedzi wobec PiS autorstwa posła Janusza Palikota, Stefana Niesiołowskiego czy innych prominentnych polityków PO.

Mówi pan o zmianie języka debaty politycznej na język miłości.
To przesada. Zwracam uwagę na wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego. Prezes powiedział: przestańmy dyskutować inwektywami, bo mamy kryzys gospodarczy, zajmijmy się tym wspólnie. Teraz oczekujemy na symptomy dobrej woli z drugiej strony. Tymczasem wciąż słyszymy, że opozycja chce się wzmacniać na kryzysie, a każda nasza propozycja wywołuje lawinę inwektyw.

Była zapowiedź spotkania Donalda Tuska z klubem PiS. Kiedy można się go spodziewać?
Nie wiem. Zaproszenie zostało wysłane 1 lutego.