Środowy poranek. Sejmowa restauracja Hawełka. Poseł opozycji zaprasza mnie do stolika. "Panie redaktorze, a ta informacja o rozmowie prezydenta z premierem to od kogo?" - ścisza głos. "No przecież panu nie powiem" - odpowiadam. "Dlaczego? Przecież nikomu nie zdradzę, to tylko dla mojej wiedzy" - zarzeka się. Głęboko wzdycham. Zawsze to samo. Sięgam więc do sprawdzonej argumentacji, która przeważnie trafia w sedno: "Załóżmy, że mam taką informację od pana. Chciałby pan, żebym pańskiemu partyjnemu koledze powiedział <tylko dla niego>, że to pan był informatorem?"

Ale taki polityk traci rezon zaledwie na chwilę. "Eeee, nie musi pan mówić redaktorze. I tak wiem, że to od X. (tu pada nazwisko najbardziej nielubianego partyjnego kolegi)" - rzuca. W końcu wiadomo, że i tak polityk wie najlepiej.