"Bardzo liczę na rozmowę z Robertem Gatesem w cztery oczy. Widać bowiem, że administracja prezydenta Baracka Obamy intensywnie zastanawia się, co z tym projektem zrobić" - powiedział nam Bogdan Klich.

Ostatnio z Waszyngtonu dobiegają nawet sugestie, że USA są gotowe porzucić pomysł budowy tarczy antyrakietowej, by polepszyć stosunki z Rosją. Co na to Polska? "Muszę otwarcie powiedzieć, że liczymy, iż zobowiązania, które Amerykanie w tak uroczysty sposób podjęli w zeszłym roku, będą realizowane" - podkreślił Klich.

p

Wywiad z ministrem obrony Bogdanem Klichem

Jędrzej Bielecki: W czwartek na szczyt NATO do Krakowa przylatuje szef Pentagonu Robert Gates. To pierwsza okazja, aby przedstawił plany nowej administracji. Powie, że Obama chce budować tarczę antyrakietową w Polsce?
Bogdan Klich: Bardzo liczę na rozmowę z nim w cztery oczy. Widać bowiem, że nowa administracja prezydenta Baracka Obamy intensywnie zastanawia się, co z tym projektem zrobić. Nie chcemy Amerykanów do niczego przymuszać. Ale muszę otwarcie powiedzieć, że liczymy, iż zobowiązania, które Amerykanie w tak uroczysty sposób podjęli w zeszłym roku, będą realizowane. Dotyczy to nie tylko samej instalacji antyrakietowej, ale także wszystkich pozostałych zobowiązań.

A więc już nie tylko tarcza, ale nawet Patrioty nie są pewne?
Przegląd, jaki jest prowadzony w Waszyngtonie, dotyczy nie tylko strategicznego wymiaru projektu tarczy antyrakietowej, ale też jego szczegółów technicznych. Nam trudno ocenić, jaki będzie jego wynik.

Warto poświęcić tarczę na ołtarzu porozumienia rozbrojeniowego między Rosją i USA?
Rozmowy między USA i Rosją, a także nasze rozmowy z Rosjanami, powinny upewnić Kreml, że ten projekt nie ma charakteru antyrosyjskiego. Ostatnie deklaracje szefa dyplomacji rosyjskiej Siergieja Ławrowa wskazują, że Moskwa ten punkt widzenia dostrzega.

W Krakowie ma być omawiana nowa doktryna obronna NATO, którą przyjmą w przyszłym roku przywódcy Sojuszu. Pakt powinien obawiać się Rosji?
Prawdopodobieństwo konfliktu lokalnego, w który mogłaby być uwikłana Polska, w ciągu ostatnich kilku miesięcy się zwiększyło. O tym świadczy przebieg interwencji Rosji w Gruzji, choć chcę podkreślić, że ryzyko konfliktu w naszym regionie wciąż pozostaje niewielkie. Mimo wszystko oznacza to, że NATO musi być gotowe do odstraszania potencjalnych agresorów. Chodzi nie tylko o polityczne gwarancje zawarte w artykule 5 traktatu waszyngtońskiego, ale także ich rozwinięcie w koncepcji strategicznej Paktu. Obecna doktryna została przyjęta przed 10 laty, kiedy wydawało się, że tradycyjne zagrożenia odchodzą do lamusa. Gruzja pokazała, że tak nie jest. Dlatego dziś wiele krajów NATO, w tym Polska, jest przekonanych, że konieczne jest znowelizowanie strategii Sojuszu.

Rosja w nowej doktrynie zostanie wymieniona jako zagrożenie dla NATO?
NATO pracuje w tej chwili nad zdefiniowaniem na nowo swoich stosunków z Rosją. Sojusz przez ostatnie lata traktował Rosję jako swojego wyróżnionego partnera, pogłębiając z nią dialog i ustanawiając specjalne ramy współpracy. To zaufanie załamało się jednak po interwencji rosyjskiej w Gruzji.

Aby nie urazić Kremla, NATO przez wiele lat nie chciało uaktualniać swoich planów wojskowych, tak aby uwzględniały przyjście z pomocą Polsce i innym, nowym państwom członkowskim w razie uderzenia ze wschodu. Czy to się zmieniło?
Scenariusze zagrożeń winny być uaktualnione. Rozmowy w tej sprawie się toczą. Mogę powiedzieć z satysfakcją, że coraz więcej sojuszników rozumie ten punkt widzenia. Przykładem niech będzie Wielka Brytania, która przedstawiła ostatnio koncepcję powołania tzw. sojuszniczych sił solidarności. Miałyby to być lekkie, mobilne siły lądowe. To sygnał ważnej zmiany w myśleniu Sojuszu, bo przecież do tej pory Wielka Brytania, podobnie jak Stany Zjednoczone, koncentrowała się na operacjach poza obszarem traktatowym NATO jak interwencja w Iraku i Afganistanie, a nie na tradycyjnej obronie Europy.

Zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski wzrosło, ale premier i minister finansów domagają się od pana radykalnego obniżenia wydatków na wojsko.
Na liście priorytetów, wobec których nie może być oszczędności, jest przede wszystkim profesjonalizacja naszej armii. Zgodnie z programem przyjętym przez rząd latem ubiegłego roku zakłada ona, że do końca 2010 r. będziemy mieli do 120 tys. żołnierzy zawodowych. Do końca marca MON przedstawi dokładną liczbę żołnierzy, na którą nas stać i którzy są nam niezbędni. Zakładam, że trudności finansowe MON są przejściowe, a w roku 2011 zaczniemy wychodzić na prostą. Oznacza to przejściowe ograniczenie liczby żołnierzy w latach 2009 – 2010, ale też poszukiwanie oszczędności w budżecie resortu, aby ci żołnierze byli dobrze wyszkoleni i wyposażeni. Utrzymujemy natomiast nowy system naboru z kwalifikacją w miejsce poboru, aby przyjąć do armii najlepszych ochotników.

W Krakowie Robert Gates zamierza apelować do krajów NATO o zwiększenie kontyngentu wojsk w Afganistanie. Jak Polska odpowie na ten apel?
W trakcie trudnych rozmów o dostosowaniu budżetu MON do sytuacji finansowej państwa ustaliliśmy z premierem, że polski kontyngent w Afganistanie pozostanie na obecnym poziomie 1600 żołnierzy. Przyznaję, że w prowincji Ghazni czekają nas nowe zadania, a przede wszystkim zapewnienie bezpieczeństwa w trakcie sierpniowych wyborów prezydenckich. Chcemy w tym celu usprawnić działanie naszego kontyngentu: więcej żołnierzy będzie uczestniczyło w działaniach bojowych, a mniej zajmie się zabezpieczeniem i wsparciem. Sukces w Afganistanie nie polega jednak tylko na zwiększaniu liczby żołnierzy. Chodzi także o to, aby dobrze współpracować z lokalnymi przywódcami plemiennymi, skutecznie docierać z pomocą dla potrzebujących mieszkańców prowincji oraz dozbroić nasz kontyngent dla zapewnienia żołnierzom bezpieczeństwa.

Ministrowie NATO mają też zająć się staraniami Ukrainy i Gruzji o przystąpienie do Sojuszu. Ale czy jest teraz w ogóle o czym rozmawiać?
Każdy kryzys może być zarzewiem przyszłego sukcesu. Ani w Krakowie, ani na kwietniowym szczycie Sojuszu w Strasburgu/Kehl nie będzie mowy o przyznaniu Ukraińcom i Gruzinom planu na rzecz członkostwa (MAP). Musi wystarczyć Roczny Program Narodowy, który jest doskonałym narzędziem dla zacieśniania współpracy obu tych krajów z NATO. Polska niezmiennie wspiera Kijów i Tbilisi na tej drodze.