Trudno wskazać powszechnie znanego polityka, który łączyłby liberalizm gospodarczy z wiernością tradycyjnym wartościom, takim jak religia, naród, państwo, czy rodzina. Znani politycy odwołujący się do wartości konserwatywnych często "sami strzelaj sobie w nogę" jak Kazimierz Marcinkiewicz, piorący prywatne brudy w pralce tabloidu.

Jan Rokita, który miał wszelkie predyspozycje, aby być liderem tego nurtu, ustąpił miejsca w polityce swojej małżonce. Inni egzystują na marginesie polityki w tworach typu "Polska XXI". Jeszcze inni rozpływają się w tłumie PO lub PiS, pomni na doświadczenia swoich kolegów, bacznie pilnując, aby nie zostać rozpoznanym i odstrzelonym.

Są też tacy jak Andrzej Czuma, na których prowadzona jest regularna nagonka jak na grubego zwierza. A jeden z nielicznych publicznie znanych zdeklarowanych konserwatystów,

Jarosław Gowin z PO, rozgląda się uważnie na wszystkie strony, zbierając ciosy za in vitro z lewa, a nawet prawa i zastanawia się, kiedy ktoś wytoczy na niego ciężkie armaty.