Dlaczego Goldam Sachs podjął tę zaskakującą decyzję? Po pierwsze - bo zarobił już wystarczająco dużo. Bank przyznał, że zyskał aż 7,9 proc. Nie chce on jednak ujawnić w jakim czasie. Można przypuszczać, że w grę wchodzi około pół roku, bo gra na osłabianie złotego zaczęła się w sierpniu 2008 r.

Jeszcze ciekawszy jest drugi powód decyzji Goldman Sachs. Bank twierdzi, że gra na walutach naszego regionu przestała się opłacać, bo szanse, że będą się one nadal osłabiały, są coraz mniejsze. Fakt: nasza waluta - zresztą zgodnie z rekomendacjami tego banku - straciła od początku roku 12,4 proc. wobec euro, podobnie jak forint. Nieco mniej, bo 6,4 proc., straciła czeska korona. Analitycy Goldman Sachs twierdzą wprost: osłabienie walut tego regionu Europy było znacznie większe, niż zakładali, i do tego przesadzone w porównaniu z sytuacją makroekonomiczną krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Dlatego eksperci banku Thomas Stolper i Themos Fiotakis piszą w nocie do klientów, że w obecnej sytuacji gra walutami regionu może nie mieć sensu.

Czy w ślad za Golman Sachs ze spekulacji złotym zrezygnują inni gracze, na przykład Citi? Paweł Zegarłowicz, rzecznik Citi Handlowego, stwierdza krótko: nie komentujemy plotek. Ekonomiści są sceptyczni. Dla niektórych decyzja Goldman Sachs to tylko pokerowa zagrywka, która może oznaczać, że lada dzień nastąpi potężne uderzenie na złotego.

>>> Rząd broni złotego

Jest jeszcze jedna wersja wydarzeń. "Pamiętajmy, że premier Donald Tusk zapowiadał interwencję walutową od poziomu 5 zł za euro, a rząd zrobił to znacznie wcześniej. Gracze prawdopodobnie nie spodziewali się tak szybkiej reakcji. A to znaczy, że z ich punktu widzenia spekulacja na naszym rynku nie jest już tak przewidywalna jak niedawno" - mówi Alfred Adamiec, główny ekonomista Noble Banku.

Czy w rozgrywce prowadzonej przez Goldman Sachs miał udział były premier Kazimierz Marcinkiewicz? W połowie minionego roku znalazł on tam pracę jako doradca na Europę Centralną i Wschodnią. To dla tej posady pozostał Londynie. Marcinkiewicz milczy.