Opcje przyczyniły się do upadku wielu przedsiębiorstw - nie ma wątpliwości szef klubu Platformy Obywatelskiej. Dodał, że konieczne jest zbadanie okoliczności przeprowadzania transakcji między bankami a przedsiębiorcami. "Te okoliczności, a potem konsekwencje, rzutują mocno na rynek, na to, że złoty jest przedmiotem codziennych spekulacji, że złoty jest na tak niskim poziomie" - podkreślił Zbigniew Chlebowski w Radiu Zet.

>>> Wciskali toksyczne opcje, zarabiali krocie

Prezydencki minister Michał Kamiński ocenił, że polscy przedsiębiorcy w kontaktach z instytucjami finansowymi nie są odpowiednio mocno chronieni. "W Polsce klient instytucji finansowej często stoi na straconej pozycji (...), często instytucje wykorzystują niewiedzę klienta" - zaznaczył.

Stanisław Żelichowski z PSL zaproponował, aby nadzór bankowy opublikował informacje, "jakie banki ile zarobiły, ile wyprowadziły (pieniędzy) z Polski". "Jeżeli takie dane byłyby potencjalnie możliwe do upublicznienia, to być może byłoby łatwiej w negocjacjach z tymi firmami" - powiedział.

Szef klubu PiS Przemysław Gosiewski powiedział, że jego partia chce, aby Komisja Nadzoru Finansowego podała "szersze informacje" w sprawie opcji walutowych. Jak dodał, PiS w sprawie opcji walutowych ma propozycję ustawową, związaną z "drogą sądową". "To propozycja, która sięga do rozwiązań kodeksu cywilnego - wówczas gdy powstają nadmierne, nieuzasadnione zyski, to można tego typu umowy podważyć" - tłumaczył Gosiewski.

Opcje walutowe to instrumenty finansowe, które banki oferowały przedsiębiorcom sprzedającym swoje usługi lub towary za waluty obce. Mieli się w ten sposób zabezpieczyć przed gwałtownym umocnieniem się złotego (większość kontraktów na opcje zawarto w lipcu, bo wówczas polska waluta była najmocniejsza - euro warte było niewiele ponad 3 złote). Gdy złoty się osłabił, przedsiębiorcy muszą dopłacać bankom do rynkowej ceny euro, dolara bądź franka.