Bo polityk to też kibic. I swoje prawa ma. Na dowód obrazek z tegoż samego sejmowego czwartku.

Kilka minut po godzinie 12. w Libercu polska biegaczka Justyna Kowalczyk walczy o swój pierwszy w karierze medal mistrzostw świata. No, ale Sejm żyje debatą o kryzysie. Na wszystkich monitorach politycy prezentujący swoje pomysły na walkę z nim. Gdzie tu pokibicować sympatycznej Polce z Kasiny Wielkiej?

Udaje się znaleźć gabinet, którego posiadacz jest bardziej liberalny (choć z PiS). Kowalczyk ma dobre międzyczasy. Jest wielka szansa na medal. W pewnym momencie do pokoju wpada poseł PiS Andrzej Dera. Niemal przykleja się do ekranu. Szybko okazuje się, że to nie tylko kibic, ale i ekspert.

Ze znawstwem opowiada, że Finki Saarinen i Kuitunen są bardzo groźne. Że Włoszka Longa ostatnio ma renesans formy, a Norweżki Steiry nie wolno lekceważyć, choć już traci wiele sekund do Polki.

Bieg się kończy. Kowalczyk z brązem. Dera usatysfakcjonowany może wrócić do poselskich obowiązków. Właśnie został kandydatem do komisji śledczej w sprawie Olewnika. Ani jednak ta sprawa, ani debata nie ucierpiała na tym, że poseł śledził historyczny bieg Justyny. Dobrze tylko, że nie było tam żadnego tabloidu, bo na pewno coś by znalazł.

Ps. Przyznaję, też oglądałem z posłem Derą ten bieg. Szefów w redakcji proszę o wyrozumiałość. Na pracy dziennikarskiej też to się nie odbiło. Dziennikarz też kibic...