PiS: Palikot wymachuje fałszywkami
Nie trzeba było długo czekać na odpowiedź Prawa i Sprawiedliwości na akcję Janusza Palikota. "Dokumenty, do których odnosi się w swoich insynuacjach Janusz Palikot, zostały sfałszowane" - pisze w specjalnym oświadczeniu rzecznik PiS Adam Bielan. To reakcja na konferencję prasową, na której poseł PO ujawnił teczkę Jarosława Kaczyńskiego z dokumentami PRL-owskiej bezpieki.
- Palikot: Kaczyńscy to kurduple i tchórze
- Prokuratura znów bierze się za Palikota
- Palikot cieszy się z przegranej PiS
- Lepper: Palikot ma trochę racji
- Lech Kaczyński skarży Palikota... w Sejmie
- Palikot chce wykończyć Kaczyńskich
- Palikot prosi się o proces z PiS
- "Palikot to polska wersja Czerwonej Szmaty"
- Przeczytaj fragmenty teczki Kaczyńskiego
- Bielan: Palikot jest największym chamem
- Palikot obiecuje spokój na niedzielę
- PO na krawędzi wojny domowej
- Schetyna poluje na Palikota?
- Kalisz radzi: Pozwijcie Palikota
- Palikot do PiS: Hieny żerują na podatkach
- Palikot będzie się tłumaczył z "kurdupli"
- Palikot zbiera nowe haki na prezydenta
- Palikot nie daje Kaczyńskim chwili spokoju
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Janusz Palikot sięgnął dziś po gruby kaliber. Publicznie czytał teczkę Jarosława Kaczyńskiego z dokumentami PRL-owskiej bezpieki. Świadomie - jak przyznał - tak dobranymi, by pokazać go w niekorzystnym świetle. Wynika z nich m.in., iż Kaczyński doniósł na Ludwika Dorna oraz że nie interesują go kobiety.
Natychmiast odpowiedziało PiS. "W 2004 roku Prezes Prawa i Sprawiedliwości otrzymał z Instytutu Pamięci Narodowej status pokrzywdzonego. 2 czerwca 2006 roku na konferencji prasowej w Warszawie Prezes PiS ujawnił i rozdał dziennikarzom teczkę z materiałami jakie o nim zbierała Służba Bezpieczeństwa" - przypomina rzecznik partii Adam Bielan. I dodaje, że w teczce znajdowała się także "lojalka", którą prokuratura uznała za podrobioną.
Bielan podkreśla, że dokumenty prezentowane przez Palikota to fałszywki. "Wydarzenia w nich opisywane (zresztą w dwóch wykluczających się wersjach) nigdy nie miały miejsca" - przekonuje polityk. I dodaje, że akcja Janusza Palikota to "kolejny akt niszczenia elementarnych standardów życia publicznego w Polsce". A odpowiedzialny jest za to szef PO Donald Tusk.
Palikot czyta teczkę Kaczyńskiego
Polityk PO w czasie konferencji prasowej w Lublinie czytał fragmnety dokumentów z PRL-owskiej bezpieki. "Jego wygląd jest niedbały. Twierdził, że nie interesują go sprawy materialne, kobiety, na przykład nie zależy mu w przyszłości na założeniu rodziny" - cytował Janusz Palikot kserokopie materiałów z teczki Jarosława Kaczyńskiego, która znajduje się w archiwum IPN. Zwrócił też uwagę na fragment dokumentu, który - jak skomentował - jest "szczególnie oburzający i zawstydzający". To relacja z zatrzymania Jarosława Kaczyńskiego przez milicję 17 grudnia 1981 roku.
>>>Przeczytaj fragmenty esbeckiej teczki Kaczyńskiego
"Rozmówca był kompletnie zaskoczony i zdezorientowany. Uporczywie wyjaśniał, że był na rozmowie w MSW i został zwolniony, sugerował, że musiała nastąpić pomyłka, że zapewne chodzi nam o jego brata bliźniaka Lecha" - czytał z papierów Janusz Palikot.
>>>"Kaczyńscy to kurduple i tchórze"
Na tym jednak nie poprzestał. "Przesłuchiwany Jarosław Kaczyński doniósł na swego współpracownika Ludwika Dorna" - zaznaczył poseł PO i sięgnął do milicyjnych
raportów: "Potwierdził, że Ludwik Dorn jest Żydem".
Po co Janusz Palikot to robi? Dlaczego manipuluje materiałami z teczki prezesa PiS? Nie po to - jak przyznał - by skompromitować Jarosława Kaczyńskiego, ale
by pokazać na tym przykładzie, jak PiS rozprawia się z legendą Lecha Wałęsy.
Jego zdaniem głośna książka historyków IPN - Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka - o byłym prezydencie jest napisana właśnie na zasadzie odpowiedniego doboru dokumentów do
potwierdzenia tezy, że Wałęsa był współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa.
>>>Palikot zbiera nowe haki na prezydenta
"Do tych materiałów mam taki sam stosunek, jak do teczki Lecha Wałęsy. Nie wierzę w ubeckie materiały i nie chcę zacytować jednej opinii z nich, która byłaby szokiem dla jego
wyborców i dużej części opinii publicznej" - tłumaczył Janusz Palikot.
Poseł PO nie udostępnił posiadanych raportów o Jarosławie Kaczyńskim, które odczytywał na konferencji. Podkreślił, że są tajne i że może jedynie pokazać je dziennikarzom.
Na pytanie, czy dopuszcza możliwość, że ktoś podsunął mu spreparowane dokumenty, przyznał, że jest to możliwe: "Być może są nieprawdziwe,
być może ubecy sami je sfałszowali dla pieniędzy i raportów". Dlatego milczeniem pominął te - jak to określił - najbardziej kompromitujące fragmenty z czasów młodości prezesa
PiS.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!