NIK nie zostawia na resorcie obrony suchej nitki. Raport, który dotyczy okresu od początku 2007 roku do 30 września 2008 roku, mówi wprost: w ministerstwie nierzetelnie planowano zakupy sprzętu.

Tylko w trzech skontrolowanych składnicach wojskowych w magazynach leżakował sprzęt, na który wydano 27 milionów złotych. Większość urządzeń przechowywano w 9. Rejonowej Bazie Materiałowej. Tam też komputery i inne sprzęty czekały na wykorzystanie najdłużej - aż 12 lat. W innych jednostkach ten okres wynosił średnio pół roku.

Gdy NIK wykryła zalegający w magazynach sprzęt, natychmiast rozpoczęło się jego wydawanie. W ten sposób na wojsko w ciągu kilku miesięcy spłynęła fala nowoczesności. Do wojskowych i urzędników trafiło m.in.: 47 stacji roboczych i serwerów, 54 laptopy, 17 komputerów dostosowanych do przetwarzania informacji niejawnych, 57 drukarek i 1 038 egzemplarzy oprogramowania.

Ale to nie koniec zarzutów. NIK obwinia resort o totalny chaos w zamówieniach. Dochodziło do tego, że komputery i inne urządzenia trafiały do jednostek, które ich nie zamawiały. A tymczasem te, które czekały na nowe urządzenia, wciąż ich nie dostały.

Urzędnicy za opracowywanie procedur wzięli się dopiero w trakcie kontroli Izby. Wcześniej, jak zauważa NIK, dystrybucja przypominała "uznaniowe rozdawnictwo".