Jeszcze przed miesiącem zysk banku centralnego - jako sposób na załatanie dziury budżetowej - był politycznym tematem numer jeden. Premier Donald Tusk na spotkaniu z prezydentem Lechem Kaczyńskim powiedział, że nie uda się uniknąć podwyżki podatków, jeśli w budżecie nie znajdą się dwie pozycje. Pierwszą miało być ok. 10 mld zł wypracowane przez NBP. Drugą - oszczędności wynikające z zawieszenia na rok części ustawy o modernizacji sił zbrojnych dotyczącej kupna sprzętu wojskowego z zagranicy. Szef doradców premiera Michał Boni w niedawnym wywiadzie dla DZIENNIKA przyznał, że nie będzie projektu nowelizacji tej ustawy.

>>>Rząd: Szachu-machu i NBP będzie miało zysk

Sprawa zysku NBP była dużo głośniejsza niż modernizacja armii. Po deklaracji premiera nastąpiły kolejne: szefa jego gabinetu politycznego Sławomira Nowaka i ministra Jacka Rostowskiego. "Rząd podtrzymuje, że zysk NBP w 2009 r., według obecnych szacunków, powinien wynieść ponad 10 mld zł, a do końca maja był już na poziomie 13,7 mld zł" - mówił minister finansów w jednym z wywiadów. I groził, że jeśli NBP nie wykaże zysku, "cięcia w przyszłorocznym budżecie będą musiały być wyższe i nastąpi wzrost podatków".

NBP bronił się, że niczego nie ukrywa, a w swojej rachunkowości stosuje najwyższe standardy Europejskiego Banku Centralnego. Prezes Sławomir Skrzypek zapewniał, że jeśli na koniec roku kierowany przez niego bank wykaże zysk, to zgodnie z ustawą 95 proc. tego zysku zostanie przekazane do budżetu.

Dlaczego rząd się wycofał i nie będzie domagał się pieniędzy od NBP? Zdaniem głównego ekonomisty BRE Banku Ryszarda Petru Ministerstwo Finansów jest w sytuacji bez wyjścia. "Nie może wpisać takiej pozycji do projektu budżetu bez konkretnej informacji z NBP" - twierdzi Petru. Dziś jedyną przesłanką jest plan finansowy banku centralnego. A on zysku nie przewiduje. Jak udało się nam dowiedzieć, Ministerstwo Finansów ani oficjalnie, ani nieoficjalnie nie zwróciło się do NBP o żadne dodatkowe informacje dotyczące realizacji tego planu.

Czy brak pozycji "zysk NBP" w projekcie budżetu oznacza, że żadne pieniądze z banku centralnego nie trafią do państwowej kasy? "Nie można wykluczyć, że zysk będzie. Ale w obecnej sytuacji na rynku walutowym jest to coraz mniej prawdopodobne" - mówi nasz rozmówca z NBP. Dlaczego?

Gdy resort finansów prowadził bitwę na słowa z prezesem Skrzypkiem, za euro płacono ponad 40 groszy więcej niż dzisiaj. To oznacza, że przychody NBP topnieją o grube miliony. A eksperci przewidują dalsze umocnienie złotego.