Czemu odchodzi z armii? Bo - jak przyznaje w rozmowie z nami - oburzyły go słowa Bogdana Klicha. "Nie mam możliwości współpracy z tym panem. Ja w tej lidze nie gram" - oświadczył. "Państwo weszło w fazę, która budzi wątpliwości" - skomentował to wydarzenie Lech Kaczyński.

W czwartek przed południem prezydent spotkał się z ministrem obrony. Politycy przed wejściem do pałacyku w Sopocie nie powiedzieli ani słowa. Jak twierdzą nasi rozmówcy, Klich przyjechał bez wniosku w sprawie generała. Także Lech Kaczyński miał oznajmić, że nie chce dymisji szefa Wojsk Lądowych. "Ale dobitnie stwierdził, że Skrzypczak przekroczył granicę" - mówi osoba z jego otoczenia. Poszło o skrytykowanie przez generała w wywiadzie dla DZIENNIKA prowadzonych przez MON zakupów sprzętu dla żołnierzy w Afganistanie.

>>> Generał Skrzypczak podał się do dymisji

Podobne słowa prezydent powtórzył godzinę później. "Cywilna kontrola to jedna z żelaznych zasad. Tylko ze względu na szczególne okoliczności nie zdecydowałem się na wyciąganie konsekwencji" - powiedział. Te szczególne okoliczności to śmierć kapitana Ambrozińskiego w Afganistanie i rządowe cięcia w wydatkach na armię.

Obu stronom wydawało się, że w sprawie generała znalazły kompromisowe wyjście. Skrzypczak miał pozostać na swojej funkcji do końca kadencji, czyli jeszcze miesiąc. Ale nie miał być już mianowany na kolejną. O jego następcach podczas spotkania nie było mowy.

>>> "Skrzypczak poświęcił się dla żolnierzy"

Te ustalenia szybko stały się jednak nieaktualne za sprawą samego dowódcy Wojsk Lądowych. Skrzypczak złożył rezygnację po słowach Klicha z konferencji z prezydentem. Minister przytaczał swoją rozmowę z generałem. "Uznał swój błąd. Przyznał, że nie powinien mówić tego, co powiedział, w takiej formie i w takim czasie" - mówił Klich. I to właśnie dotknęło Skrzypczaka. Jeszcze szef MON nie zdążył dojechać na lotnisko, a media już huczały o dymisji generała. A ten zarzucał ministrowi kłamstwo. "Bogdan Klich zmanipulował treść naszego spotkania" - mówił nam Skrzypczak. Ale z jego słów wynika też, że spodziewał się innej reakcji prezydenta. "Widzi pani, jak się politycy dogadali?" - skomentował spotkanie na szczycie.

czytaj dalej


Jak wynika z informacji DZIENNIKA, decyzję gen. Skrzypczaka próbował zmienić jeszcze szef BBN. Aleksander Szczygło zadzwonił do niego z prośbą, by nie podejmował takiego kroku. Generał jednak stwierdził: "Dla mnie ta sprawa jest zamknięta".

>>> "Zarzuty gen. Skrzypczaka są zdumiewające"

Dymisja Skrzypczaka wywołała konsternację, tym bardziej że dzień wcześniej mówił mediom, że przeprosił Klicha. Minister obrony nie chciał interpretować słów Skrzypczaka. "To autonomiczna decyzja generała, która porządkuje sytuację w wojsku" - stwierdził. Tymczasem wygląda na to, że rząd coraz bardziej boi się, że sprawa Skrzypczaka zaostrzy atmosferę w armii. Jak wynika z naszych informacji, dwie godziny przed spotkaniem ministra Klicha z Lechem Kaczyńskim w warszawskiej Cytadeli, w dowództwie Wojsk Lądowych, odbywała się cotygodniowa odprawa. Przyjechał na nią wzburzony wiceszef MON Czesław Piątas. Chodził wśród żołnierzy i nakazywał, by nie ważyli się postępować tak jak Skrzypczak. "Machał im paluchem przed nosami. Co chwila do kogoś podchodził i pytał: <Może pan się z tym nie zgadza? A może pan? A może pan?>" - opowiada jeden z naszych rozmówców.

p

Izabela Leszczyńska: Odchodzi pan jednak z armii?
Waldemar Skrzypczak*: Tak. Podpisałem wypowiedzenie stosunku służbowego. Złożyłem dokument w sekretariacie dowództwa Wojsk Lądowych. Najpóźniej w piątek pocztą służbową dotrze on do szefa sztabu generalnego.

Dlaczego nie chce pan dalej służyć w wojsku?
Jak mogę służyć w armii, jeśli minister wczoraj ogłosił, że ja się skruszyłem? Po tym, co minister powiedział, czuję się fatalnie, nie mógłbym spojrzeć w oczy moim żołnierzom. Minister Klich dopuścił się nadużyć i pozbawił mnie honoru. Zmanipulował treść naszego spotkania, bo powiedział, że ja się przyznałem do błędu. Powiedział to tak, jakbym ja odwołał wszystkie moje słowa. Tymczasem ja podtrzymuję wszystko, co powiedziałem do tej pory. W rozmowie z ministrem uznałem tylko, że czas i miejsce mojego wystąpienia były niewłaściwe. Wdowa po kapitanie Danielu Ambrozińskim nie była urażona tym, co powiedziałem na pogrzebie. Gdyby była, to ja bym przeprosił. Jak na razie to poruszony czuje się tylko minister. Jaki ja inny błąd uznałem? Zakupy dla polskiego wojska są siermiężne i minister Klich chce tę biurokrację podtrzymać. Niech armia dalej będzie siermiężna, tak jak on chce.

czytaj dalej


Ale najpierw nad pana głową wybuchła polityczna wojna pomiędzy szefem MON a Biurem Bezpieczeństwa Narodowego. Spodziewał się pan takiego przebiegu zdarzeń?
Do polityki proszę mnie nie mieszać, ja nie jestem politykiem. Proszę zobaczyć, jak się minister zachował. Niegodnie. Skłamał przed kamerą. Jeżeli ktoś manipuluje informacjami, to źle to świadczy o randze tego kogoś, o jego kompetencjach. Jestem teraz w trudnej sytuacji. Widzi pani, jak się politycy dogadali? Jedyna rzecz, jaką w tej chwili żołnierz może zrobić, to odejść.

Nie za szybka ta decyzja?
Ministerstwo od samego rana w czwartek zachowywało się skandalicznie. Aż mi ciśnienie skoczyło. Podczas mojej nieobecności wiceminister Czesław Piątas, były szef sztabu, który doradza Klichowi, ustawił kadrę dowódczą i mówił, że to, co ja robię, to robię dla kariery. Nie mają prawa tak mówić! To skandal, że on mnie oskarża o chęć zrobienia kariery politycznej! Powiem to otwarcie, okres, kiedy Piątas kierował sztabem generalnym był okresem ciemnogrodu w siłach zbrojnych. To największy mąciwoda i szkodnik w armii. Jeszcze w czwartek nakłaniał żołnierzy do tego, by milczeli.

*gen. Waldemar Skrzypczak jest dowódcą Wojsk Lądowych