"Sytuacja na rynku stoczniowym jest bardzo trudna. Zamówienia spadły o 52 procent. Liczą się tylko trzy kraje: Chiny, Korea Południowa i Japonia. Upada właśnie ostatnia stocznia duńska, padają stocznie niemieckie. Ja więc nie wierzę, by ktoś w Gdyni czy Szczecinie chciał jeszcze produkować statki, skoro nie ma na nie zbytu" - mówi nam Steinhoff.

Jego zdaniem katarski inwestor, o ile oczywiście dokona transakcji, zajmie się raczej produkcją konstrukcji stalowych lub wież wiertniczych. Jak dodaje, rząd popełnił błąd, nadmiernie rozbudzając nadzieje stoczniowców.

>>> Rząd zamawia statki w Chinach. Bo są tańsze

Także były wiceminister gospodarki w rządzie PiS Piotr Naimski twierdzi, że zapłacenie za stocznie to dopiero początek problemów inwestora.

"To wymaga dużych inwestycji dodatkowych i wytrzymania współzawodnictwa dużych konkurentów w Europie, a przede wszystkim w Azji" - mówi Naimski.

Tym jednak, co będzie dalej, rząd zamierza się martwić dopiero po 31 sierpnia. O ile Katarczycy przeleją pieniądze, co wcale nie jest takie pewne.

"W liście przekazanym poprzez ambasadora Kataru było zapewnienie, że sprawa może zostać sfinalizowana do końca sierpnia. Teraz musimy poczekać, bo to jest w tej chwili decyzja inwestora" - tłumaczy rzecznik ministerstwa skarbu Maciej Wewiór.

>>> Gdańscy stoczniowcy ruszą na dom premiera

W pomyślny finał transakcji nie wierzy opozycja. Już domaga się dymisji ministra skarbu. Chce także, by rząd ujawnił, jej zdaniem nierozerwalnie związany ze sprawą stoczni, kontrakt na kupno z Kataru skroplonego gazu LNG.

czytaj dalej


Takie żądanie stawia też prezydent. Lech Kaczyński chce sprawdzić, czy to prawda, że Polska będzie płacić za tonę LNG z Kataru o sto dolarów więcej niż inni klienci. Poza tym prezydent chce też wiedzieć, czy w kontrakcie z Katarczykami jest jakikolwiek zapis o zainwestowaniu w polskie stocznie.

Czy umowa zostanie ujawniona? Przedstawiciele resortu skarbu odsyłają w tej sprawie do PGNiG. "To ta spółka podpisywała kontrakt, proszę ich o to pytać" - mówi nam jeden ze współpracowników ministra Grada.

Zdaniem Steinhoffa ujawnienie kontraktu to dobry pomysł. "Sygnały, że ten gaz jest droższy od ceny rynkowej, są niepokojące i powinny zostać wyjaśnione" - przekonuje.

>>> Nowy inwestor dla stoczni jest poważny

Ale zdaniem Naimskiego cena, jaką płacimy Katarczykom za gaz, wcale nie jest zła. "Zapłaciliśmy za ten gaz tyle, ile w aktualnych warunkach trzeba było zapłacić. To biznesowy kontrakt" - zaznacza. Jak podkreśla, Katar to dobry partner, którego warto się trzymać. "Zależy im na współpracy strategicznej z państwami, które uważają za perspektywiczne ze swojego punktu widzenia" - mówi. I opowiada scenkę z początku negocjacji z Katarem za czasów poprzedniego rządu: "Od początku były one bardzo obiecujące. My traktowaliśmy ich poważnie, co nie zawsze ma miejsce w ustabilizowanych krajach Europy Zachodniej. A w pewnym momencie któryś z nich powiedział: <My to chcielibyśmy współpracować z wami strategicznie. Bo nasz kraj jest krajem religijnym i wy też jesteście ludźmi religijnymi. Polska jest katolicka i my myślimy, że będzie nam się łatwiej dogadać z wami niż z ludźmi niewierzącymi.>"