JĘDRZEJ BIELECKI: Spodziewa się pan przełomowej deklaracji Władimira Putina na spotkaniu na Westerplatte? Czy premier Rosji uzna współodpowiedzialność Stalina za wybuch II wojny światowej?
FIODOR ŁUKIANOW*: Nie wie tego nikt poza samym Putinem. To jest enigma. Jego pozycja jest w rosyjskiej polityce tak silna, że może powiedzieć, co tylko chce. Ale osobiście bardzo wątpię, aby uznał współodpowiedzialność Stalina za rozpoczęcie wojny.

Dlaczego?
Bo to by było sprzeczne z fundamentalną oceną tego okresu w Rosji. Maksimum tego, czego można się po Putinie spodziewać, to uznanie, iż sowiecka polityka w tamtym okresie była równie błędna jak wszystkich innych krajów europejskich. Ale tylko i wyłącznie w takim kontekście. W dzisiejszej Rosji absolutnie nie ma gotowości do uznania, że Stalin ponosi jakąś odpowiedzialność za rozpoczęcia II wojny światowej. Tak jak nie było to możliwe w okresie sowieckim.

To wynika z oceny rosyjskich historyków czy ze względów politycznych?
Dokonania Związku Sowieckiego w czasie II wojny światowej są jednym z fundamentów obecnego systemu politycznego w Rosji, wręcz rosyjskiej tożsamości. Ale także większość rosyjskich historyków nie wierzy, aby decyzje Stalina przyczyniły się do jej rozpoczęcia. Uważają oni jedynie, że Stalin popełnił błąd, bo nie potrafił wykorzystać czasu, jaki zyskał, odkładając wojnę z Niemcami, na lepsze przygotowanie kraju do konfliktu.

A jak oceniają pakt Ribbentrop - Mołotow?
W tamtym czasie wszystkie kraje europejskie darzyły się głęboką nieufnością. Nikt nie wierzył nikomu. Stalin bardzo się obawiał, że Hitler w końcu dojdzie do porozumienia z Wielką Brytanią i Francją. A kraje te, zdaje się, były zainteresowane skierowaniem agresji Hitlera ku Wschodowi. Nie wierząc mocarstwom zachodnim, Stalin zdecydował się więc podpisać ten pakt, aby przynajmniej na jakiś czas odłożyć ryzyko wybuchu wojny.

A może Władimir Putin uczyni jakiś gest przynajmniej w sprawie Katynia?
Uważam, że zarówno Putin, jak i pozostali rosyjscy przywódcy powinni dokonać takiego gestu i uznać, że Katyń jest zbrodnią popełnioną przez Sowietów. Zaprzeczanie tej prawdzie jest po prostu kompromitujące. Każdy wie przecież, jak było w rzeczywistości. Ale nie jestem wcale pewien, że Putin się na to zdecyduje. Bo tu nie chodzi o stosunki polsko-rosyjskie. Ale raczej o nieosłabianie tożsamości rosyjskiej, zbudowanej po rozpadzie Związku Radzieckiego na micie zwycięstwa w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej. W tej wizji rosyjska historia, szczególnie ta najnowsza, powinna być możliwie jak najbardziej konsekwentna i pozytywna. Tę samą logikę Kreml stosuje zresztą do oceny wydarzeń wewnętrznych w Związku Sowieckim. I to również dotyczących dawnej historii Rosji.

Skoro Putin zapewne nie powie nic przełomowego w czasie tej wizyty, to czy mimo wszystko jego przyjazd do Polski po 8 latach nieobecności jest sukcesem Donalda Tuska?Zobaczymy, czy to jest sukces, jak usłyszymy, co powie Putin. Ale z pewnością nie przyjechałby on, gdyby Jarosław Kaczyński nadal był premierem Polski. W tym sensie Tusk może zapisać na swoim koncie pewne osiągnięcie.

*Fiodor Łukianow, redaktor naczelny bliskiego Kremlowi periodyku „Rosja w Polityce Globalnej”