"Donald rzucił ten pomysł kilka tygodni temu na naradzie z najbliższymi współpracownikami. Byliśmy w szoku. (...) Zaczęliśmy go przekonywać, że mamy za mało lokalnych liderek. Ale sprawa jest chyba przegrana. Jak Donald rzuca jakąś koncepcję, bardzo się do tego przywiązuje. Nasze argumenty zbył stwierdzeniem, że kobiety się znajdą" - powiedział "Gazecie Wyborczej" polityk z władz Platformy.

We władzach PO (na 15 mężczyzn dwie kobiety) pomysł premiera na razie się nie przyjął. "Trudno robić lidera regionu z kogoś, kto nim nie jest. To sztuczne kreowanie liderek. Nie zamierzam ustępować kobiecie tylko dlatego, że jest kobietą" - oburza się polityk z zarządu partii. Oczywiście anonimowo.

Podobnie w terenie. "Nie możemy stosować inżynierii społecznej i łamać karier mocnych kandydatów tylko dlatego, że są mężczyznami" - mówi poseł Tadeusz Aziewicz, wiceszef pomorskiej PO. "To byłaby dyskryminacja mężczyzn" - dodaje.

Pomysł Tuska podoba się za to przedstawicielkom Kongresu Kobiet Polskich, który w czerwcu zapoczątkował debatę na temat zwiększenia liczby kobiet w polityce. Inicjatorki Kongresu chcą ustawowego 50-proc. parytetu dla kobiet na listach wyborczych. "Inicjatywa premiera jest świetna, bo promuje kobiety, ale nie zastąpi ustawowego parytetu" - mówi Bożena Wawrzewska, szefowa biura Kongresu.