Spór o to, czy 1 września na Westerplatte powinien być obecny generał Wojciech Jaruzelski, ostatni komunistyczny przywódca Polski, a także i pierwszy jej prezydent, rozpala polityków.

"Błąd" - tak Grzegorz Napieralski, szef Sojuszu Lewicy Demokratycznej, określił fakt niezaproszenia generała na uroczystości. "To przede wszystkim żołnierz frontowy, który był ranny w II wojnie światowej i wyzwalał Polskę, nie patrząc, czy to wyzwolenie przyjdzie z Zachodu czy Wschodu" - argumentował polityk lewicy w Radiu ZET.

Adam Bielan z Prawa i Sprawiedliwości nie zgadza się z tym. "Generał Jaruzelski, ostatni dyktator komunistyczny w Polsce przekreślił działalnością w latach późniejszych swoje zasługi żołnierza" - uważa europoseł PiS. "Bez przesady. Proszę się nie rozpędzać" - przerywał Napieralski Bielanowi wypowiedź o dyktatorze.

Sytuację próbował łagodzić Zbigniew Chlebowski, szef sejmowego klubu PO. "Jest to kontrowersyjna postać, a chyba wszystkim zależy, by te uroczystości przebiegały w duchu narodowego pojednania" - tonował poseł Platformy Obywatelskiej.