"Czekamy" - tak lakonicznie rzecznik prasowy ministerstwa skarbu Maciej Wewiór odpowiadał w niedzielę na nasze pytania, czy padła jakakolwiek deklaracja ze strony potencjalnych inwestorów. Jeżeli bliskowschodni fundusz do dziś nie podejmie wiążącej decyzji o zaangażowaniu się w nasze stocznie, wówczas resort skarbu ponownie zwróci się do Komisji Europejskiej o zezwolenie na kolejną próbę sprzedaży zakładów.

>>> Stocznie kupią Katarczycy, ale... inni

To już drugie podejście rządu w sprawie sprzedaży stoczni. Wiosną aukcję na zakup majątku przedsiębiorstw wygrał tajemniczy inwestor: fundusz Stichting Particulier Fonds Greenrights. Ale transakcja nie doszła do skutku, bo firma po cichu wycofała się z umowy i nie zapłaciła za przedsiębiorstwa w Szczecinie i Gdyni.

>>> "Grad poniesie konsekwencje za stocznie"

Jednak miał się pojawić kolejny katarski inwestor, tym razem powiązany z rządem tego kraju. "Ze strony partnera katarskiego zainteresowanie jest na tyle intensywne, że ciągle trwają rozmowy nad możliwością finalnego zakupu składowych stoczni w Gdyni i Szczecinie ze względu na bardzo realną szansę strategicznej współpracy inwestycyjnej między Polską a Katarem" - mówił w ubiegłym tygodniu premier Donald Tusk. Szef rządu sugerował też, że tym razem na pewno padnie wyznaczona odpowiedź.

Ale do niedzielnego wieczora, czyli do dnia, w którym upływał termin na podjęcie decyzji w drugim podejściu, żadnych informacji z Kataru nie było. Tak samo trudno było o oficjalną wypowiedź członków rządu. Milczał telefon ministra skarbu Aleksandra Grada, podobnie nie można było uzyskać komentarza rzecznika rządu Pawła Grasia. "Proszę pytać o sprawy stoczni w resorcie skarbu" - usłyszeliśmy w biurze rzecznika gabinetu Tuska.

>>> Stoczniowcy nie wierzą w nowego inwestora

Czy dlatego, że po raz kolejny rząd Donalda Tuska poniósł fiasko w rozmowach z potencjalnym inwestorem dla upadających polskich stoczni? "Od początku uważaliśmy, że rząd nas mami z Katarczykami. To był jeden wielki blef ministra Grada w kampanii do europarlamentu" - ocenia Marek Gróbarczyk, europoseł PiS ze Szczecina i były minister gospodarki morskiej w gabinecie Jarosława Kaczyńskiego. Jego zdaniem rozmowy ostatniej szansy były tylko inscenizacją, która miała dać możliwość wyjścia z twarzą politykom PO ze stoczniowej porażki. "Nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się, że to Grad kupował Katarczykom bilety do Polski, aby potem mógł pokazać, że spotykał się z nimi i walczył do końca o stocznie" - ironizuje Gróbarczyk.

>>> Stoczni nie uratują nawet Katarczycy?

Znacznie łagodniej wypowiada się na temat problemu z zakładami Tadeusz Aziewicz, poseł PO i szef sejmowej komisji skarbu: "Oferta z Kataru wydawała się bardzo atrakcyjna, cieszyliśmy się na nią, ale wygląda na to, że właśnie zostaliśmy sprowadzeni na ziemię. Mści się na nas stracony czas w latach 2005 - 2007, kiedy w czasie koniunktury można było coś zrobić ze stoczniami".