Stoczniowcy nie chcą pracy za 1200 złotych
Po niedoszłej transakcji z Katarczykami stoczniowcy mają coraz mniej szans na pracę przy produkcji statków. Domagają się rozmów z rządem na temat specjalnej ochrony i świadczeń. Rodzi się poważny problem. Do tej pory stoczniowcy niechętnie przyjmowali oferty pracy przygotowane przez obsługującą ich firmę DGA. Różnica w zarobkach była zbyt duża.
- Stocznie niesprzedane. Sądne dni Grada
- Stocznie znów idą pod młotek. Chętnych brak
- Będzie więcej czasu na sprzedaż stoczni
- Katarczycy nie przyjechali. Koniec stoczni?
- Minister Grad spotkał się z Katarczykami
- Tusk i Grad znowu złapali Katar
- Katarczycy nie chcą budować statków
- Bruksela i związkowcy pytają o stocznie
- Niesiołowski: Odwołanie Grada szkodliwe
- "Będziemy bruk wyrywać i rozwalimy rząd"
- Katarczycy milczą, jak zaklęci
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
W niedzielę o północy minął termin, w którym drugi już inwestor w Kataru miał zapłacić za stocznię. Pieniędzy jednak nie ma, a tym samym stocznie Szczecin i Gdynia zostały bez inwestora. Czy i kiedy stocznia będzie produkowała statki? - nie wiadomo.
"Nie tak miało być. Uwierzyliśmy w słowa premiera, że nowy inwestor rozpocznie nabór do pracy już w sierpniu" - mówi Jan Gumiński, przewodniczący OPZZ stoczni Gdynia. I przypomina słowa polityków, jakie padły przed wyborami do europarlamentu. Oraz późniejsze, gdy premier groził, że porażka w sprawie stoczni oznaczać będzie dymisję ministra skarbu Aleksandra Grada.
Stoczniowcy, którzy są na płatnych zwolnieniach otrzymują od państwa 2500 zł brutto i chodzą na kursy doszkalające. Uczą się na magazynierów, obsługi komputera, rachunkowości księgowo-kadrowej i obsługi koparko-ładowarki.
Są objęci tzw. programem zwolnień monitorowanych. Jednak część z nich, czyli ponad połowa pracowników - 4,3 tys osób - pieniądze weźmie ostatni raz za listopad.
Potem nie otrzymają już zasiłku dla bezrobotnych, a według informacji urzędów pracy zatrudnienia z pensją, choćby porównywalną jak w stoczni, nie ma.
Zgodnie z umową z Agencją Rozwoju Przemysłu firma DGA miała znaleźć pracę dla 20 proc. załogi. I rzeczywiście przygotowała oferty. "Kłopot w tym, że proponuje się nam po 1200 - 1500 zł na rękę. To dla stoczniowców, którzy zarabiali po kilka tysięcy, nie dość atrakcyjne. Nie przyjmowali więc ofert, bo liczyli na powrót do stoczni" - mówi Gumiński.
I dodaje: "Teraz trzeba będzie brać, co jest."






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!