Rząd uspokaja, że kontroluje budżet
Najwyższy zakładany deficyt budżetowy w historii - 52,2 mld zł - swoją wysokością zaskoczył wszystkich. Według opozycji, oznacza to katastrofę finansów publicznych i klęskę polityki gospodarczej rządu. Eksperci przekonują jednak, że realny deficyt będzie niższy niż ten projektowany.
- Rząd podniesie ceny alkoholu
- Premier: Plan przyjęcia euro zawieszony
- PiS: Rząd Tuska jest najgorszy w historii
- Deficyt byłby niższy, gdyby nie prezydent
- Unia: Polska najlepsza w Europie. Jeszcze
- Opozycja: To dziura Tuska, nie Rostowskiego
- Finansowi eksperci grożą Polsce plajtą
- Straszą deficytem, by potem ogłosić sukces
- Prawo jazdy będzie kosztowało fortunę
- Polska gospodarka wychodzi na plus
- "52 mld deficytu. Sytuacja pod kontrolą"
- Lech Poznań najlepszy w Polsce
- Miller: Lewica zarabia na rządy prawicy
- Nie chcą nam umorzyć długów PRL
- Minister finansów obwinia teraz prezydenta
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Odnosząc się do budżetowych planów rządu, prezydent Lech Kaczyński w sobotnich "Sygnałach dnia" powiedział, że niższe dochody to konsekwencja odejścia od koncepcji państwa twardego.
"Nie ma podstaw do tego, żeby tak spadały wpływy z podatku VAT. Trzeba uszczelnić system. Dlaczego jedni mają płacić VAT, a inni się finansować z tego, że go nie płacą?" - pytał Lech Kaczyński.
Pośrednio z prezydentem zgadza się szef klubu PSL. Zdaniem Stanisława Żelichowskiego trzeba zrobić wszystko, by wpływy budżetowe były jak największe. "Są jeszcze pewne możliwości w ściągalności podatków" - przyznaje.
>>>Wielka dziura budżetowa. Będzie rekord
"Ten deficyt to element czarnego PR" - twierdzi prezydencki doradca Adam Glapiński. Jego zdaniem już dziś wiadomo, że inflacja i wzrost PKB będą wyższe od założonych, a dodatkowo NBP wpłaci ok. 5 – 6 mld zł z zysku dzięki słabemu złotemu. Dlaczego więc minister tego nie zakłada? "Bo chce przyzwyczaić opinię publiczną do złego scenariusza, a w trakcie kampanii prezydenckiej Donalda Tuska pokazać, że dzięki jego rządowi jest dużo lepiej" - mówi Glapiński.
Podobne zdanie ma polityk PiS Joachim Brudziński. Według niego mamy do czynienia z budżetem wyborczym Donalda Tuska i rozdawnictwem publicznych pieniędzy.
Z wyborczą argumentacją opozycji nie zgadza się główny ekonomista BRE Banku Ryszard Petru. "Nie opłaca się rządowi przedstawiać specjalnie zbyt wysokiego deficytu, bo to ma przełożenie na reakcję rynku, na rentowność polskich obligacji, więc koszty przedstawienia tak wysokiego deficytu są wysokie" - przekonuje (pełny zapis rozmowy obok).
Zdaniem szefa SLD Grzegorza Napieralskiego projekt budżetu to kompromitacja rządu. Przypomina, że jeszcze niedawno premier Donald Tusk i minister Rostowski zapowiadali, że będą bronić niskiego deficytu. "Teraz Platforma funduje zadłużenie, które będą spłacać pokolenia" - mówi szef Sojuszu.
Szef klubu PO Zbigniew Chlebowski twierdzi, że nie rozumie zarzutów opozycji. I przypomina, że to PiS, SLD i obóz prezydencki domagały się od rządu zwiększania deficytu. "Tak, ale nie dopiero wtedy, gdy dochody i wydatki państwa zupełnie się rozejdą" - odpowiada mu Glapiński.
A rzecznik rządu Paweł Graś nie ma wątpliwości, że rząd idzie dobrą drogą. "Mieliśmy do wyboru właściwie dwie drogi: albo podniesienie wydatków, a obiecaliśmy Polakom, że podniesienia podatków nie będzie, albo zwiększenie deficytu" - mówił w sobotę w RMF FM. I zaznaczył: "Mając do wyboru zwiększenie podatku VAT o 4 proc., a zwiększenie deficytu, minister Rostowski wybrał zwiększenie deficytu".





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!