Dziwny przetarg kancelarii Tuska
Kancelaria Donalda Tuska ogłosiła przetarg na sprzątanie siedziby premiera. Zaznaczyła, że wygra firma, której sprzątaczki mają certyfikaty ABW, upoważniające do oglądania tajnych dokumentów. Mariusz Błaszczak, szef kancelarii za rządów PiS mówi, że to absurd. "Chyba, że chodzi o złe intencje" - dodaje.
- Senator Skorupa odchodzi z PiS
- Dlaczego Tusk nie odebrał telefonu od Obamy
- Tusk ogrzał się w blasku siatkarzy
- Ludzie prezydenta o kłamstwach eks-szefa
- W kancelarii Tuska zabrakło kaszanki
- Kolejna finansowa wpadka rzecznika rządu
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Kancelaria premiera - a ściślej jej centrum obsługi - tak dobrała kryteria wyboru firmy sprzątającej, że nawet średniemu przedsiębiorstwu trudno będzie im sprostać. W warunkach
dotyczących zamówienia zastrzeżono, iż wykonawca musi dysponować "co najmniej 5-cioma pracownikami sprzątającymi z poświadczeniem bezpieczeństwa wydanym przez krajowe władze
bezpieczeństwa, upoważniającym do dostępu do informacji niejawnych, stanowiących tajemnicę państwową - do poziomu tajne".
>>>Afera wokół prywatyzacji Enei
Dziennik.pl ustalił, że wynajęci na zewnątrz do sprzątania budynków administracji państwowej pracownicy czasami starają się o certyfikaty bezpieczeństwa. Jednak Mariusz Błaszczak, szef
kancelarii na Ujazdowskich za rządów PiS mówi, że żądanie certyfikatów dostępu do dokumentów tajnych to przesada. "Dziwi mnie ten poziom. Przecież sprzątaczki mogą być co
najwyżej proszone o usługi w pomieszczeniach, gdzie są dokumenty opatrzone najniższą klauzulą, czyli <zastrzeżone>"- mówi Mariusz Błaszczak.
>>>Sawicka idzie pod sąd za korupcję
Kancelaria raczej nie poszukuje małej firmy. Specyfikacja zamówienia przewiduje, że wygrana firma musi udowodnić, iż realizowała w ostatnich trzech latach duże przedsięwzięcia. Wykonawca
musi udowodnić, że wykonywał co najmniej trzy duże usługi rocznie (o wartości 100 tysięcy złotych każda). Dodatkowo musi być ubezpieczony na kwotę 300 tysięcy złotych.
>>>Afery senatora Misiaka nie było
"W imię ograniczania kosztów rozpisuje się przetarg, w którym może wygrać niewiele firm działających na polskim rynku. A więc to jest działanie zupełnie nieracjonalne. Chyba
że chodzi o złe intencje. A jakie są te złe intencje, to każdy rozsądny może sobie łatwo dopowiedzieć" - powiedział Błaszczak.
>>>Tusk woli kaszankę, a Schetyna kawior
Poseł przypomniał przy okazji, że w urzędzie powinna działać kancelaria tajna, w której przechowywane są wszystkie tajne dokumenty. Pokój powinien być zawsze zamknięty, a
przechowywane w nim dokumenty zaplombowane. Tymczasem, w specyfikacji zamówienia zastrzeżono, że sprzątaczki nie będą mogły wchodzić tylko do gabinetów ministrów.
Rzecznik rządu Paweł Graś powiedział dziennikowi.pl, że "nie spotkał się z podobną sprawą". Obiecał, że na pewno się jej przyjrzy". "Ale
dopiero, gdy wrócę z wakacji, czyli we wtorek" – powiedział Graś.




















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!