Kopacz osobiście przesłucha 700 dyrektorów
Minister zdrowia Ewa Kopacz chce spotkać się z każdym z ponad 700 szefów placówek medycznych w całej Polsce. Cel? Zmotywowanie do większej dyscypliny budżetowej. Dyrektorzy są tym pomysłem oburzeni. Nagłe wezwanie wiążą tym, że w ostatnim czasie w całym kraju wydłużyły się kolejki do leczenia.
- NFZ jednak zapłaci za leczenie górników
- Kopacz kupiła szczepionki czy kota w worku?
- Dramat. NFZ nie ma za co leczyć Polaków
- Kryzys zamyka lekarzom drogę do specjalizacji
- Kupisz polisę zdrowotną? Ulg nie będzie
- Będą pieniądze na kształcenie lekarzy specjalistów
- Kopacz pokazała, co ma w koszyku usług
- NFZ nie ma pieniędzy na badania kobiet
- Chaos zamiast służby zdrowia
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Na pierwszy ogień już dziś pójdzie kilkunastu dyrektorów z najmniejszego województwa, czyli opolskiego. Spotkanie odbędzie się za zamkniętymi drzwiami. "Pani minister będzie
się interesować szczególnie tym, czy łóżka szpitalne mają obłożenie, czy oddziały szpitalne nowo tworzone i już istniejące odpowiadają potrzebom pacjentów. Kolejną sprawą będzie
to, czy szpitale się nie zadłużają" - tłumaczy Piotr Olechno, rzecznik Ministerstwa Zdrowia. Jak dodaje, choć pani minister ma rozeznanie, co dzieje się w szpitalach, chce o niektóre
sprawy zapytać ich menedżerów osobiście. W ciągu pół roku przesłuchani mają być dyrektorzy z całej Polski.
Dyrektorzy są tym pomysłem oburzeni. Nagłe wezwanie wiążą tym, że w ostatnim czasie w całym kraju wydłużyły się kolejki do leczenia. NFZ nie zapłacił za nadliczbowych pacjentów
przyjętych powyżej limitu zapisanego w kontraktach na ten rok. Szpitale nie mając gwarancji, że ktoś im za to zapłaci, próbują teraz wyrównać bilans. Przyjmują mniej pacjentów niż w
pierwszym półroczu, wyznaczają odległe terminy. W tych placówkach, które ograniczeń nie wprowadziły, narastają długi.
"To gigantyczny problem. Widać jednak, że pani minister, zamiast nam pomóc, chce pokazać, że system jest świetny, tylko dyrektorzy do bani" - komentuje Krzysztof
Bestwina, dyrektor szpitala w Turku, który na nadplanowych pacjentach stracił w tym roku prawie milion złotych.
W podobnym tonie wypowiada się jeden z dyrektorów szpitala w województwie opolskim, który dziś stanie "na dywaniku". Jego zdaniem "dywanik u pani minister"
to ruch czysto PR-owski. "Władza chce pokazać, jak bardzo troszczy się o pacjentów i że to dyrektorzy są <be>" - mówi.
W jego ocenie rząd nie może się zdecydować: czy jest za wolnym rynkiem, czy ręcznym sterowaniem. "Gdy lekarze chcą podwyżek, wtedy się mówi, że płace to sprawa dyrektorów.
A teraz chce narzucać szpitalom sposób zarządzania" - komentuje. I zapowiada, że przygotował twarde dane i opolskie nie da łatwo zapędzić się pani minister do kąta.























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!